35

Minęły już 2 tygodnie, a skaki nadal siedziały w Zakopanem. Mięli zamiar zostać tam jak długo tylko się da. Cykl LGP z góry olali. Jedyną przerwą w kilkumiesięcznych wakacjach (od końca marca do połowy listopada) miał być konkurs tu w Zakopcu. Jednogłośnie bowiem stwierdzili, że tego ominąć nie mogą.
***
Na Krupówkach...
- Czy ja mogę dzisiaj w nocy iść do chłopaków? – błagał Remi.
- Po co? – spytała podejrzliwie Dominica.
- Noo... Boo.. Filmy wypożyczyyliii....
- Znaczy Andi wypożyczył?
- Noo... – bąkał Francais.
- Bosh! Co ja z wami mam... No nic. Dobra. Idź. Ale, żeby wam do głowy nie przyszło do MO iść!! Bo jak nie...
- Wiem... Pasy cnoty z elektrowstrząsami od Buły... Nie kończ... Czyli mogę?
- Możesz.
- Dziękuję! – cmoknął ją w polik i pohasał do kolegów.
- Rany... Te chłopy... Przynajmniej nie poszedł z resztą na tą całą wycieczkę. Na pewno się tam schlali przy ognisku... – westchnęła. Pchnęła drzwi do sklepu Rossman i zniknęła między regałami z najdroższymi perfumami, radośnie wachlując się kartą kredytową swojego brata Manuela :D
***
Aschley i Berni biegli Krupówkami na dworzec i udawali, że trenują. Próbowali odnaleźć cały team, który zaginął w drodze powrotnej z wycieczki do Doliny Czarnego Stawu. Prawdopodobnie na widok drogowskazu na Morskie Oko, pognali w tamtym kierunku z nadzieją, że to to MO. Ekipie przewodniczył Roger, dlatego Berni nastawił się na najgorsze. Dobrze wiedział, jak kończy się powierzanie czegokolwiek temu człowiekowi. Skoki zaczęły na nowo gościć w Einsiedeln, gdy rada Miasta doprowadziła do porządku ruinę skoczni i znalazła kogoś innego na miejsce Rogera, który „opiekował” się obiektem. Kilka rozentuzjazmowanych faneczek rzuciło się z piskiem na Schödlera. Mietek jednak dzielnie stawiła im czoło i odparła atak wrzaskunów.
- A tu cię mam! – rozdarł się Bernhard i w galopie wykręcił rękę zataczającej się przed nim istocie.
- Pro-szęęę?! – chłop odwrócił się i czknął szwajcarskiemu trenerowi w twarz.
- Jezu... Mannu... – Berni zakrył usteczka rękami. Od tyłu biedak myślał, że to Guido. Widocznie Landert także na Fettim testował nowe ostrza do maszynki do strzyżenia.
Asch spojrzała z niesmakiem na pijaną bestyję oczami, które wyrażały wszystko. Nie miał już u niej szans i nawet pomimo stanu niższej świadomości, skumał o co chodzi. Wykrzywił pysk w grymasie zdruzgotania i odszedł wybitnie koślawo w stroną bryczki. Czekający w niej równie zalani Morgi, Koffi i Flo, pomogli mu (dosyć nieudolnie) wgramolić się na furę i odjechali do hotelu.
- Gdzie ja miałam oczy – załamała się Loitzl’ówna.
- Pewnie wbite w ziemię :P – Berni nawiązał do jej początków pracy. Wtedy była przerażonym dzieckiem przytakującym co chwila i gibającym się na boki.
- Chyba masz rację. – westchnęła.
Berni spojrzał na nią troskliwym wzrokiem i pobiegli dalej. Dobrze wiedział co ona czuje. Też przeżył niemałe rozczarowanie z Alex. Co najgorsze było to bezpodstawne i gdyby nie ten drugi, wróciłaby... nawet nie zauważył kiedy dobiegli na dworzec. Ocknął się, gdy wywinął orła o otwierające się drzwiczki podjeżdżającej taksówki.
- Trenerze? – Mölli zdziwił się, gdy facet przefrunął obok niego. – Co trener wyrabia? – wysiadł.
- No raczej co WY wyrabiacie! Kaj się szwendaliście??!! – Aschley Loitzl wyręczyła tresera z awantury, by miał czas się zebrać i otrzepać gacie z piachu.
- Okłamali nas!! – zapłakał Żido.
- Ty wiesz, te Polaki to okrutne są... – Andi zaczął wywód – Chcieliśmy iść do Morskiego...
- CO???!! GDZIEE??! – Berni nie wytrzymał i zaczął się wydzierać.
- Zobaczyliśmy drogowskaz „Mokie Oko” i poszliśmy, a tam... normalnie dziura zalana wodą!! Coś nam nie pasowało, ze pod górę ciągle się trza było pchać, ale pomyśleliśmy, że jakiś skrót... – wył Simi bagatelizując rosnący poziom agresji Berniego.
- Wy to jednak sprzedaliście rozum za malibu... – jęknął Schödler.
- W cale nie, Gdyby nie moja błyskotliwość, nikt nie wpadłby na zamówienie taksówki! – rzekł uroczyście i z pretensją w głosie Andreas Küttel.
Schödler i Asch spojrzeli na siebie znacząco, zarządzili powrót do hotelu i ruszyli w stronę Krupówek.
- Czeeść!! – minęła ich para rozwrzeszczanych ludzi i skręciła na dworzec PKS. Był to Neumi i Alexa, którzy postanowili pojechać do Kraka natrzaskać zdjęć. Obaj byli zapaleńcami fotograficznymi i chcieli w końcu zwiedzić miasto. Wsiedli do PKSa i odjechali do dawnej stolicy Polski. Berni pożądliwym wzrokiem odprowadził Alexę. Skrzywił się na wspomnienie histerii jaką przeszedł przy rozstaniu. Otrząsnął się z nieczystych wspomnień dopiero na widok dwóch oblechów w postaci Shreków na głównej ulicy. Pokręcił głową ze zdumieniem, że można uszyć coś tak nieprawdopodobnie szkaradnego. 4 skoczków wlekło się za nim, a na samym końcu Aschley pilnująca żeby żaden z nich się już nie zapodział.
- Gdzie Roger? – Simon zauważył nagle, że od 15 minut truje sam do siebie, bo rozmówca gdzieś przepadł.
Kiedy Asch odprowadzała zgraję do COSu, Berni zawrócił. Znalazł go ucapionego przez jakiegoś żałosnego diabełka. Stał tam ten nieszczęśnik i czekał aż jakiś człowiek dobrej woli go wykupi. W końcu zrobił to trener. Schödler bezpiecznie eskortował przerażonego serwismena do hotelu. jak się okazało, Rogerek wystrachany przez Szreki, ominął je pędem i wpadł prosto w łapy żerującego devila.
***
Åsa szlajała się z Agatą Piru po okolicy robiąc użytek z kart płatniczych Guida i Mölliego. W Rossmannie spotkały Dominicę i Oleczkę, które podejrzliwie czaiły się za regałem.
- Co się czaicie czajniki jedne? – Åsa nie mogła pojąć, po kiego grzyba dziewczyny się tak zachowują.
- Szpiegujemy... – szepnęła Ola i obie wycelowały aparatami w osobników przy półkach z preparatami do włosów.
- Jezus... – Aga tylko tak umiała skomentować to co widzi.
- ... przecież ci mówię!! To wysusza włosy!! Tracą blask i staja się łamliwe!! Nie widziałeś Terjera? Myślisz, ze czemu w chustce chodzi... Weź tamten granatowy!
- Shock Waves? – Jeszcze mi nie odwaliło! Będę wyglądać jak dinozaur! z płetwą grzbietową na głowie!
- Lepszy dinozaur niż ten jeżozwierz, którego hodujesz na czerepie!!!
Nagle coś błysnęło i kłótniarze spojrzeli w stronę źródła błyskawicy.
- By to szlag!! Lampa się włączyła! Choduuu!!! – Oleczka złapała dziewczyny i wyciągnęła ze sklepu. – Ale dokumentacja jest! – pokazała foty, na których Bjørn uczył Evensena doboru żelu do włosów. – Będą świetne foty na stronę! – ucieszyła się.

- Heej! Tak się nie robi!! Kto nam fotę trzasnął!! Jak ja wyglądam w ogóle? – Romi zerknął do lusterka. – Aha, jak zwykle oszałamiająco! O nie... Ty... Ktoś zobaczy to foto i pomyśli, że się kolegujemy... – mierzył z niesmakiem fryz Evensena, a raczej jakąś niezidentyfikowaną substancję zapuszczoną na głowie. – Błagam! Powiedz, że to nie twoje! Że to tylko ten zdechły jeżozwierz zakrywa twoje naturalne, miękkie i nieskazitelnie czyste włosy! A nie... Takie to tylko ja mam... – i zaczął Johana vel. Pioruna szarpać za kudły w nadziei, że to jedynie niegustowna peruka. Teraz wiadomo skąd Evensen ma takie pseudo...
***
Ewolindę i Skierkę zassał maraton filmów babskich w świetlicy COSu. Oglądały właśnie szósty odcinek „Sexu w wielkim mieście” na Comedy Central.
- To nie jest fair... – w drzwiach stanął Ritze i Maxi.
- Właśnie!
- Nie mów „właśnie, bo cię Rohwein jajem trzaśnie!” – opieprzył go Jörg.
Maxi przestraszył się trochę i zmieszał swoim zachowaniem.
- Puszczają 10 odcinków jakichś kobiecistych dyrdymałów, a zapominają, że inny gatunek ludzki jest w potrzebie...
- No dokładnie! – Jörgi podchwycił. – Już dawno powinien South Park lecieć!!
Sposępnieli. To bez wątpienia nie było w porządku.
- Tyy!! Dzisiaj jest wtorek?? – rozdarł się nagle Maxi. Jörg skinął. – Która godzina??!!
Spitz spojrzał na porysowany ekran swojego Siemensa. Widniał tam napis „aby włączyć piźnij o ziemię”, do czego ten od razu się zastosował. – 21:40! – oznajmił, gdy złożył telefon do kupy.
- Czyylii?? – Mechler próbował nakierować kolegę.
- Czyylii... Czyli od 5 minut idą...
- WŁATCY MÓCH!!!! – zawyli i ruszyli szarżą na telewizor.
Ewa i Skierka spojrzały po sobie z niepokojem i wsunęły pilot pod poduszkę fotela. Jörg wziął zakręt w galopie i runął na krzesło. Maxi przeskoczył obunóż oparcie fotela i klapnął zadem obok przerażonej Skierki.
- Ja naprawdę nie wiem gdzie jest pilot!!! – wrzeszczała Ewa łaskotana ze szczególnym okrucieństwem przez Professora i wiła się na sofie.
- Poradzimy sobie bez pilota. Maxi!! Zmień kanał!! Szybko!! – wydarł się Jörg. – Ja ją zatrzymam!! – usiadł Schmitt’ównie na kolanach, po czym bezceremonialnie podłożył nogę Skierce, która chciała dopaść atakującego telewizor Mechlera.
Maxi dopadł telewizor, wyrwał klapkę, prztyknął kilka razy i ustawił TV4.
- Dżendobryyy!!!” – przywitali się z postaciami kreskówki.
- Jak zwykle... – Skierka wstała z ziemi i zmierzyła ich wzrokiem z politowaniem.
- Niedorzeczność... – mruknęła Ewa, wzięła Anię pod rękę i poszły w stronę schodów.
- Czy widzisz to co i ja? – Ania przystanęła zagapiona w żółty napis na ścianie.
- Mhm :D – na twarzy Ewolindy zamigotał uśmiech. Runęły więc schodami w dół, gdzie zlokalizowana była sauna. – Tego nam było trzeba! – zakrzyknęła z zadowoleniem rozwalając się na drewnianej ławeczce.
Nagle rozległ się stłumiony wrzask, drzwi trzasnęły i laski ujrzały przedzierającego się przez opary faceta... Bez ręcznika... Za drzwiami ktoś dosyć donośnie się zaśmiewając zwiewał po schodach na górę i zwoływał kolegów, by jak najszybciej to zobaczyli.
- A ty tu czego? – Skierka obczaiła z niesmakiem jego wątpliwą męskość.
- Ania??!!! – chłopak zmieszał się na widok swojej dziewczyny.
- Thort!!! – Ewa wybuchnęła śmiechem.
Nie dane im było pociągnąć dalej ową miłą pogawędkę, bo obok nich nagle wylądowało kilku zboczeńców chcących zobaczyć obiecywane przez Maddina i Hocka kino. Thorsten Schmitt stał po środku nie wiedząc gdzie się podziać. Ewa tarzała się po ziemi, którą konkretnie upluła brechtając na całego. Skierka stała pod ścianą speszona, zakrywając usta, by nie parsknąć. Maddin, Honk (z przewieszonym przez ramię ręcznikiem Thorta), Hanni, Georg, Uhri, Ritze, Maxi i Christian... jednym słowem cały DSV team oprócz Neumiego stał murem za Schmittem tarasując mu jakąkolwiek drogę ucieczki. Przez otwarte drzwi uciekała para, odsłaniając to i owo... Niezręczna sytuacja panowałaby o wiele dłużej, gdyby nie trzeźwość umysłu Ritzego.
- Zapomnieliśmy o telewizorze!! – rozdarł się, złapał Maxiego za kaptur i wyciągnął na górę.
- To my też już pójdziemy... – Georg wyszedł zbulwersowany z sauny, a za nim reszta.
- Mój ręcznik!! – wrzasnął Thorsten i wybiegł na korytarz za Hockiem.
Dziewczyny parsknęły śmiechem, ubrały się i wyszły na obiad.
moda na skoki
skomentuj (20)
34

Było jeszcze ciemno, gdy Ewolinda zebrała się delikatnie z łóżka i zamknęła z trzaskiem drzwi do łazienki. Michi się obudził..
- Co ty wyprawiasz o tej porze? – spytał gdy wyszła.
- Pobiegać idę... – rozejrzała się niepewnie.
- Ja też! Poczekaj na mnie! – Nojmi pobiegł do łazienki.
- Michael... To nie jest najlepszy pomysł...
- Co? Czemu? – przez drzwi wyjrzała gęba.
- No... bbo... bo wiesz, ja z koleżanką będę...
- Nie przeszkadza mi.
- Ale my musimy załatwić coś...
- Nie szkodzi.
- Coś prywatnego...
- Acha! Czyli będę ci przeszkadzał? Nie chcesz mnie!
- Neumi to nie... To nie tak... Aaa, rób co chcesz! – wyszła z hotelu.
W umówionym miejscu była 15 minut po siódmej.
- Spóźniłaś się. Prawdziwa kobieta. – usłyszała za sobą.
- Michael! – spojrzała krzywo na Ballacka (!) – Słuchaj...
- Nic nie mów. – przytulił ją.
- Ale ty nie rozumiesz.
- A co mam rozumieć? Nie chciałaś czekać 3 dni, to spotkaliśmy się, teraz.
- Nie! Widzisz... Nie mogę się z tobą spotykać.
- ??
- Ja... ja jestem z... Jörgiem...
- Ritzerfeldem?
- Tak...
- Myslałem, że z Neumayerem!
- No...y... niee... Nie zdążyłam go jeszcze rzucić...
- Więc może zrób to teraz! – zza drzewa wylazł Neumi.
- Co ty tu robisz?? - wydarła się na chłopaka.
- Co? Powiedziałaś „rób co chcesz!“ to pobiegłem!
- Ja nie chciałam, żeby tak było... Głupio wyszło...
- Głupio?!! Głupio? Głupio to ja się teraz czuję!! Skoro niezdążyłaś to wiesz co?! Zrywam z tobą ja! – Nojma odwrócił się i pobiegł do hotelu.
Ewa Schmitt spojrzała tępo na Ballacka i poszła sobie zostawiając go samego.

- Ty! – ryknął Nojma i wymierzył palcem w Ritzego zmierzającego w stronę stołówki.
- O w mordę Larsa... – jęknął namierzony. – Już wiesz? – zaczął się powoli cofać.
***
Na drzwiach pokoju Szwajcarów rozplaszczyła się Agata Piru. Nie spała z Michaelem, ponieważ chłopcy chcieli sobie urządzić wieczór kinomana... (tylko Andi spał z Justyną, a Remi z Digsem) Kiedy zaklamkowała, ci szybko zmienili kanał i Guido wpuścił ją do środka.
- Co wy wyprawiacie? – ryknęła Aga na widok pobojowiska.
- Staramy się o dziecko. – rzekł dość przekonująco Simon. – A jak myślisz?? Filmy oglądamy.
Piru spojrzała z politowaniem na telewizor. Pudło dymiło, a na ekranie ledwo widoczny, migotał obraz jakiejś bajki...
- „Troskliwe misie“ – uśmiechnęła się z przekąsem.. No to sobie oglądajcie dalej. Ja idę na śniadanie. Odwróciła się i wyszła. Była w połowie korytarza kiedy usłyszała ze szwajcarskiego pokoju złowieszcze „sasasasasa!!!“ Brzydala. Ryknęła śmiechem i pobiegła na dół na posiłek.
10 minut później...
- Czy ona mówiła o JEDZENIU?? – zainteresował się w końcu Simon.
- Chyba taaaaaaak!!! – ziewnął przeraźliwie Roger.
- JEDZEEENIEEE??!! – wrzasnęli wszyscy naraz, wystrzelili z łóżek jak kreskówki i w piżamach pomknęli na jadalnię. Minęli kilku zdegustowanych gości hotelu i dopadli stolika. Agata właśnie skończyła jeść i wycierała się z klasą serwetką (Mietek, pamiętasz?? :D), gdy runeli na krzesła przy jej stoliku.
- Yych... Na prawdę nie mogliście się przez ten czas ubrać? Czerwone bokserki w Mikołajki i siwe koszulki z reniferami o tej porze są niemodne... – patrzyła na nich jak na bandę idiotów. – Nie widzieliście Morgiego? Powinniście wziąć z niego przykład – dwie uśmiechnięte cytryny!
***
- Gdzie Anka??!! – do hallu wpadł Thorsten.
- Gdzieś ty był!! – w odpowiedzi wydarł się na niego młodszy brat.
- No zaś mnie wsadzili!! – oburzył się stary Schmitt.
- No brawo... – Maddin go wyśmiał.
- Co cię tak bawi co? Ty nie wiesz jak tam jest... – przestał wrzeszczeć i przysiadł przed recepcją na fotelu obitym ciemno-brązową skórą... – Tamci ludzie są okropni... Traktują cię jak... jak... ja tam nie chcę wracać!! – ryknął w końcu przerażony Thorsten Schmitt. Kilku wychodzących turystów obejrzało się za nim.
- Jest prosta rada... Znasz ją...
- Przestać kraść?? Martin!! Przecież ja muszę jakoś rodzinę utrzymać!!
- Thorsten... Nie utrzymujesz rodziny siedząc w pace zrozum!! Musisz iść do pracy!
- Gdzie... – przestraszył się człowiek, który nigdy w życiu nie podjął się żadnej roboty.
- Zastanów się na czym się znasz i podpisz umowę z pracodawcą. Ale najpierw idź do stołówki. Śniadanie dają. – Madd poklepał brata po ramieniu i poszedł na górę.

- Dziękuję Flo. – Martin ujrzał jakąś parę w progu pokoju na pierwszym piętrze. Para się pocałowała, wzięła za ręce, Florian zamknął pokój na klucz i właśnie udawali się w stronę schodów...
- Ania!! – rozdarł się Schmitt.
- Martin? Co ty wyrabiasz? – spytała Skierka na widok ryczącego coś do niej, biegnącego i wymachującego rękoma człeka.
- Gdzie wy idziecie! – krzyknął, gdy już ich dopadł.
- Na śniadanie. – wytłumaczył się ze swojego zachowania Liegl. – Coś nie pasuje??
- Oczywiście, że nie pasuje! Nie możecie tam iść! Razem!! – nadal machał rękami.
- ??
- Tam teraz poszedł Thorsten!
- Nagle mu się przypomniało co? – wkurzyła się dziennikarka ARD.
- Przypomniało?? Jak możesz! Siedział w więzieniu! Trochę zrozumienia dla tego człowieka może.
- No tak. Jak zwykle... – mruknął Florian.
- Ty! Do jadalni i namów go na podjęcie jakiejś pracy! A ty! Stój tu i licz do 20! Wtedy idź na dół! – Maddin odepchnął Flo, złapał Anię za rękę i odprowadził na stołówkę.
- Oto wasze śniadanko. – Przy stoliku zjawił się Manuel i ułożył dokładnie talerzyki przed Anią i Thorstenem.
- Co ty wyrabiasz?
- Alex i Sven uczą mnie gotować! – Pochwalił się Fettner. – Nareszcie moje marzenia się spełniają! Zastąpię Alexandrę jak nie będzie mogła pracować... – wzdychając wrócił do kuchni.
- Wtedy wszyscy się strujemy.... – skwitowała Skierka. – Słuchaj... Myślałeś co z tym zrobić?
- Z czym? – Thort rżnął głupa.
- Nie udawaj! Musisz zacząć pracować!
- A co mógłbyn robić? Nie ma roboty na moje kwalifikacje! – poinformował dziewczynę niczym Ferdynand Kiepski....
- Noo... Dziennikarstwo?? Mogłabym cię wkręcić...
- Nie znam się na tym. – ucieszył się.
- No to może... Servicemannem byś nie chciał zostać?? Svenowi Schmidtowi przyda się pomoc.
- Pogadam z nim. – uciął Thorsten i zabrali się do jedzenia.
***
- Co z tobą?? – Sven rzucił się na koleżankę, gdy ta padła na ziemię nieprzytomna.
- Wody jej trza dać! – Mannu wygrzmocił ze szklanką i oblał Alex.
- Co sie stało?? – spytała gdy się ocknęła. – Ała, mój brzuch... – złapała się za dziecko.
- Spokojnie, zemdlałaś. – tłumaczył jej Sven. – Już dobrze. Musisz iść się położyć i odpocząć. Damy sobie radę... I tak już kończymy.
- Przecież ona nie może teraz iść! Trzeba ją zanieść! Lecę po Georga! – Manuel wybiegł na jadalnię. – Pff nie ma go... Podobno szuka wszędzie Jörga... Rzeczywiście gdzieś go wcięło....
- Co jest? Ja pomogę!
- Tu nie wolno wchodzić! – Sven prasnął Hocka ścierą.
- Uspokój się! – krzyknąła Alex i wyrwała mu szmatkę. – On mnie odpowadzi.
Stephan wziął dziewczynę pod rękę i pomógł jej się dotelepać do pokoju.
- Połóż się. – rzekł i obaj runęli ze śmiechem na łóżko. – W porządku?
- Chyba tak... Tylko mnie dziadostwo boli... – trzymała się za brzuch.
- Czekaj. Jak raz miałem niestrawność... To Nicole mi masaż robiła... Czekaj... – Hocek zaczął próbować swoich sił w fizjoterapii.

Głupawe, niesmiałe chichoty i pomruki dochodzące z pokoju Alexy i Georga rozbawiły przechodzące Åsę i Aschley. Dziewczyny spojrzały na siebie znacząco i poszły dalej. Nie wiedziały, że to nie Georg, a Stephan był sprawcą owego zadowolenia Alexandry...
- Dzięki Stephan. Byłeś wspaniały. Bardzo pomogło. – Alex rzuciła mu się na szyję.
Hocke nie bardzo wiedząc co ma zrobić przytulił ją do siebie. I tak przytulonych siedzących na łóżku zastał ich Sven.
- Eem... Nie chciałbym przeszkadzać... Ale mam tu coś dla ciebie... – Hanni podał koleżance śmierdzące ziółka od Hellera i czekoladę. – Po tym powinnaś poczuć się lepiej. Jakby co...
- Jakby co to z nią zostanę. – zapewnuł Hocke.
- Taa.... – westchnął Sven i wyszedł.
- Fuuj!! – Späth wypluła przez okno zioła. – Czy wszystko co on mi daje musi być takie ohydne?? – Wylała resztę za parapet i rzuciła garnuszek na stół. Skrzywiła się i wróciła na wersalkę. Honk kontynuował masaż... Teraz stóp :P
***
Georg wrócił do hotelu prowadzac zmanierowanego Jörga.
- Georg? – zdziwiła się Aschley i wywaliła na niego gały.
- Aschley? – Schorschi uznał za stosowne zachować się tak samo i wybałuszył oczy na nią. – Co jej... – zdziwił się zachowaniem Loitzlówny.
Złapał Jörga mocniej i wciągnął kumpla po schodach.
- ... i Neumi powiedział, że wróci do handlu ludźmi i mnie sprzeda!! – skarżył się dalej Ritze.
- No już, już... – sapał Späth. – Zaraz odstawię cię do pokoju i...
- O nie! Tylko nie tam! On mnie znajdzie i przehandluje za fajki!! – Professor wpadł w panikę, wypadł z rąk Georga i trzasnął o ziemię.
- No to dam cię narazie do nas... – zebrał Spitza z podłogi, otwarł drzwi z kopa i wciagnął go do środka. – Co tu się stało?? – dopiero teraz zauważył, że jego żona leży ledwo żywa na łóżku, a Stephan siedzi na podłodze obok.
- Spadłem z wersalki. – wytłumaczył się Hocek.
- No dobra... A co na niej robiłeś??
- Masaż. Georg, zemdlałam... – Alex zaczęła go bronić.
- O jejku! Nic ci nie jest?! – upuścił Jörga i rzucił się, by ją przytulić.
- Już dobrze. Stephan mnie tu przywlukł i ze mną został.
- Dzięki stary. Bardzo. – Georg poklepał kumpla.
- Jasne. Nie ma sprawy. Zawsze do usług... To ja już sobie pójdę... – spojrzał tęsknie na Alexandrę.
- Dziękuję. – usłyszał od niej na pożegnanie. Uśmiechnął się i wyszedł.
***
- Ej, o co chodzi?? – Aschley męczyła Åsę.
- Ale co??
- No Georg!! Z kim Alex była w pokoju?
- Niee wieem!! Nie przejmuj się tak. Lepiej mi pomóż! – Åsa Kojonkoska szarpała się z klamką drzwi „Małej Szwajcarii”.
- PUSH!! – usłyszała wrzask z wewnątrz.
To Roger Kamber i Guido Landert siedzieli w środku od pół godziny i polewali z ludzi, którzy nie umieli otworzyć drzwi.
- Oo! To wy! – ucieszyli się na widok znajomych lasek. – Jeszcze dwa szpikulce do tego Fondue prosimy! – ryknął Żido za kelnerką. – Szpikulca? Częstujcie się. – podał dziewczynom patyki do nabijania chleba.
Åsa i Landert od razu zaczęli gadać.
- A tobie co? – Rogera zaciekawiła nienaturalna cichość Asch.
- Ee niic... Z pokoju Alex i Georga słyszałyśmy dziwne odgłosy... no wiesz... i chwilę później minęłyśmy Georga na schodach... To z kim ona była? Biedny Schorschi... – Loitzl ciągle to męczyło.
- Ło jej, jak ty to ciągle roztrząsasz! – Kojonkę już coś trafiało. – Nie ważne! Jej sprawa!
- Może to nie był ich pokój? – rozwiązał problem Roger.
- A może... – przytaknęła Aschley.
- No widzisz? Po kłopocie. – Åsa powróciła do flirtu ze swoim narzeczonym. tak – narzeczonym od tygodnia. Machając ręką, puszczała pierścionkiem zajączki na suficie i doprowadzała tym do furii z zazdrości kilka fotoreporterek (znanego portalu o skokach – kto wie ten wie :P) siedzących przy stoliku obok.
moda na skoki
skomentuj (42)
33

Kilka tygodni później, po zakończeniu sezonu, kiedy wszyscy skoczkowie (oprócz Thorstena, który siedział w więziemiu...) pojechali do Zakopanego do CoSu pooddychać świerzym, polskim, tatrzańskim powietrzem i pobawić się w Morskim Oku bez puszczalskich panienek, które ciągną się za nimi po całym świecie...
***
- W mordę! – warknął Uhrmann i rzucił za siebie komórką. Hocke pomasował się po czole, w które oberwał telefonem. – Daj mi komórkę! – zaczęli się szarpać.
- Co tu się dzieje? – do pokoju weszła Skierka.
Chłopcy nie zauwazyli jej. Misiel grzebał we wszystkich kieszeniach Stephana, który wił się i rzucał na łóżku piszcząc i wydając z siebie dzikie okrzyki.
- Gdzie Thorsten? – ryknęła. Uhrmann i Hocke zamarli.
- Nie wiemy. – stwierdził Honk cały czerwony na licu z potarganymi włosami.
- No tak... Nigdy go nie ma... – mruknęła i wyszła, a Michael powrócił do molestowania Hocka. W końcu odebrał mu telefon.
- Nie mam nic na koncie. – poinformował go Stephan, gdy telefon zapewnił, że połączenie nie może być zrealizowane.
- Menda. – rzucił Michael i wyszedł. – Idę do recepcji.
Na telefonie jednak wisiała jakaś blondynka...
- Sorry, chciałbym zadzwonić, to ważne. – stuknął ją w ramię.
- Więc w piątek o 20...
- Proszę pani!! Muszę...
- Już!! – ryknęła zerkając kątem oka na napastnika. – O cholera... – szepnęła. – Zadzwonię jeszcze, pa. – odłożyła słuchawkę i czmychnęła . Michael pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Eee... To nie mogła być ona... Przecież ona jest z Neumim... – złapał telefon i wykręcił numer do żony Heidi.
***
Nigdy go nie ma! Zaniedbuje mnie! Nie kocha już... – burczała pod nosem Skierka. Nie miała pojęcia, że jej chłopak znowu został zatrzymany... – Flo kiedyś chciał ze mną chodzić... Flo... – gadała coś do siebie, gdy oberwała w tyłek drzwiami od austriackiego pokoju, z którego wyszedł ON...
- Przepraszam. – powiedział Florek na widok masującej się po zadku Ani. – Wydawało mi się, że coś o mnie mówiłaś? Co jest? Nie no, nie płacz! – przytulił ją mocno.
- Nic nic, to przez Thorta... – wycierała nos o jego rękaw z naszywkami Tirolu.
- Co ten gbur znowu narobił?? Wejdziesz??
Patrzyli sobie głęboko w oczy... Weszli... Po chwili pokój wypełnił się dwuznacznymi hałasami...
- No bez jaj! – dał się słyszeć głos z sąsiedniego pokoju. – Co oni tam wyprawiają?!
Morgi zaczął walić w ścianę glanami Manuela. Szybko przestał, gdy pociekło z nich błoto i ubabrało mu całą zieloną piżamę z dwoma uśmiechniętymi cytrynami i pościel w króliczki playboya... – O żesz fak! – krzyknął. Zostawił buty na kołdrze i pognał do łazienki. – Nie da się sprać! – wydarł się. – To wszystko przez ciebie! – zaczął podduszać mokrą bluzą od piżamy biednego Fettniaka. – Teraz mi to upierz!! – Rzucił w niego ciuchem.
- Chyba masz drugą na zmianę? – Mannu zadał pytanie retoryczne.
- Oczywiście, że nie! Ale zaraz będę miał! – Morgi rzucił sie na Fettiego i zdarł z niego bluzę.
- Zostaw! Moja piżama z nadrukiem kanapki! – próbował mu odebrać. Nagle coś trzasnęło... jakby rozdzierana tkanina... – Podarłeś!! Popsułeś!! – wył trzymając kawałek byłej piżamy w ręce.
***
- No ale zobacz, Limasso!! Tamassos!! Choirokoria!! Cypr jest piękny!! – Andi Küttel darł się na Justynę.
- Ale ja nie chcę objazdówki!! – dziewczyna kłóciła się. – Ja chcę spokojnie poleżeć na plaży!
- Boże! Leniu jeden! Nie chcesz tego zwiedzić?? Opalać się możesz na balkonie albo solarium! Ja mam ochotę na podbój starożytnej wyspy! – zakrzyknłą unosząc pięść do góry. – Pomyśl nad tym. Idę się przebiec przed snem. Dobranoc. Czy raczej KALINIHTA! – obrócił się na pięcie i wybiegł z hotelu. Po 20 minutach wrócił zdyszany i spocony.
- Trening zaostrza apetyt! Ale mam ochotę na karaoli yahni.
- Przecież ty nawet nie wiesz co to jest... – rzekła Justi plując wszędzie pastą Oral-B.
- No to się dowiem. – Andi wlazł do łazienki. – Ojej, no coś ty zrobiła... – naciągnął rękaw i wytarł lustro. – Jak można tak lustro ubryzgać?
- Może chociaż poczytaj najpierw o tej „starożytnej wyspie“! – machnęła szczoteczką w stronę laptopa Andiego. Kitt spojrzał z rezygnacją na uchlapany COSowski dywan... i ekran laptopa... (na którym widniało właśnie zrzucone z aparatu foto zrobione gdy Żido kosił mu włosy na głowie...)
- No dobra. – wzruszył ramionami i zasiadł do kompa.
Po kilku minutach...
- Ja już nie chcę karaoli yahni... Bleee...- Andreas wywalił jęzor na brodę... Poczuł, że powinien się w końcu ogolić...
- A co to w zasadzie jest? – zaciekawiła się Justynka.
- No... yyy... „drobne ślimaczki duszone w sosie pomidorowym“... yych... Niee...
- To co? Opalanie? – ucieszyła się.
- Nie! Objazd i zwiedzanie!
- A to se jedź sam! – Justyna nakryła sie kołdrą na głowę i runęła na poduszkę.
- A pojadę! – Andi zrobił to samo. – Z siorką pojadę!
Nie dane im było jednak usnąć od razu. Do pokoju zaczął się ktoś dobijać.
- Thomas... Niech cię dunder świśnie... Czego?
- Andreas... W mordę... Nie mam gdzie spać... Mogę?
- Mądry jesteś??W trójkę mamy spać??
- Acha... Bo nie mam kołdry... A Mannu i Aschley mnie skopali z łóżka swojego... – zaczął chlipać.
Küttel gapił się tępo jak na wariata i mimowolnie przytakiwał.
- Morgenstern!! Marsz do łóżka!! – Kofler wczłapał na piętro i ryknął niczym wojskowy udając trenera, który na szczęście z nimi na wakacje nie pojechał.
- Pointner... – jęknął –Ale ja nie mam gdzie... Kofler!! Mnie przestraszyłeś debilu!
- Jak to nie masz?? No trza tak było od razu! – Kofler objął kolegę po ojcowsku i zniknęli w mroku korytarza. Andi otworzył jakieś drzwi i wepchnął Thomasa do pokoju. – Ten jest chyba wolny. Stwierdził i zamknął na klamkę.Szybko przekonał się jak bardzo się pomylił. COS wypełnił donośny, przenikliwy babski wrzask. To Morgi. Po chwili wybiegł z pokoju a za nim wyleciała niebieska torba i niebieska kosmetyczka... Pokój zajmowała rodzinka Romørenów.
***
- Profesorze! South Park leci!! – Maxi dziabnął Jörga pięścią i rzucili się do świetlicy.
- „Don’t forget to bring a towel!“ – zaskrzeczał Ritze parodiując jednego z ludzików (który swoją drogą wyglądał jak ręcznik...) i wyrwał Dominice Fettner pilota. – Przejmujemy TiVika!
- Nie! - zaczęła go drapać. Właśnie oglądała wciągającą telenowelę „Grzeszne Mleko“, gdy te dwa błazny jej przerwały. W efekcie przegrała z dwoma silnymi, przerośniętymi postaciami z miasteczka South Park i musiała się poddać.
- Ale mi Profesor... Inteligencja gimnazjalisty! – skomentowała Jörga.
- No dokładnie. – podsumowała siedząca obok na sofie Ewa Schmitt. – Co ja w nim kiedyś widziałam?
Jörg spojrzał tęsknie na swoją byłą. Tak, Jörg i Ewa byli kiedyś parą. Ba, nawet się zaręczyli! Wszystko legło w gruzach kiedy wyszły na jaw jego zainteresowania bajkami dla dorosłych... Ewa zerwała zaręczyny.
- Idę. Może gdzieindziej jest wolny telewizor. Idziesz? – Dominica spytała Ewę.
- No co ty! Wszyscy już śpią.
- A Szwajcarzy??
- Sorry, ale chyba o czymś zapomniałaś... Co oni o tej porze oglądają zawsze? Nie pamiętasz co było tu na LGP 2006?
- Ech... Fakt... Filmy dla dorosłych... Tutaj bajki... Idę spać.
- Ja jeszcze trochę zostanę. Dobranoc.
- Dobranoc. – Dominica wyszła. – Ciekawe, czy Remi też wtedy oglądał te filmy... – rzuciła się do pokoju kolegów jej chłopaka.
***
Drzwi szwajcarskiego pokoju otwarły się z hukiem. Guido i Mölli nakryli się kołdrami, a Remi rzucił się na drugi koniec pomieszczenia po pilot, by zmienić kanał.
- Acha... Więc to tak? – zaryczała. – Ja wiedziałam, że ty go na złą drogę sprowadzisz kiedyś! – wymierzyła w Guida paluchem. – Gdzie Äsa??
- Nie idź do niej! Błagam cię! Ona myśli, że się uczę do egzaminów!
- Nic mnie to nie obchodzi! Francais! Wychodzimy! I bez dyskusji! Coś mi się zdaje, że wy akurat w cale od tych panieniek nie uciekacie... Może pójdźcie sobie do tego MO. – trzasnęła drzwiami i pociągnęła za gacie Remiego do swojego pokoju. – Już bym wolała, żeby South Park oglądał... – mruczała do siebie.
- Nie no, słuchaj... Przepraaaszaaam.... To sie już nie powtórzy! Obeiecuję!
- Nie powtórzy, nie powtórzy! Oni też tak mówili i widzisz co jest. Popadli w nałóg!
- Ale to było pierwszy raz!
- Obiecujesz??
- Przysięgam.
Pocałowali się i poszli spać.
***
Ewa siedziała na sofie bezmyślnie gapiąc się w South Park. Próbowała zrozumieć co oni w tym widzą. Bezskutecznie. Na fotelu siedział podekscytowany fan owej bajeczki – Maxi, a obok niej na sofie Jörg... Poczula, że coś dotyka delikatnie jej ręki. Machneła łapą, bo łaskotało. Po chwili powtórzyło się. Spojrzała na dłoń. Zobaczyła Jörga. Patrzył na nią błagalnie i trzymał za palec. Gapili się tak na siebie przez kilka minut. Ritze przestał kontaktować co się dzieje w TV. Ewa przytaknęła, co wywołało natychmiastowy uśmieszek na licu chłopaka.
- Co ja powiem Nojmie? – szepnęła.
- Nic nie mów...
- Przecież on się dowie!
- Nie dowie...
- A jak mnie poprosi o rękę, a ja się nie zgodzę?
- To powiesz, że już jesteś zaręczona. – wyciągnął z kieszeni granatowe, aksamitne pudełeczko. – Zachowałem go na wszelki wypadek...
- To ten sam. – uśmiechnęła się. – Załóż!
Spitz włożył jej pierścionek na paluch. Wyszczerzyli się.
- Co wy tam wyprawiacie? – Maxi w końcu zainteresował się cichym, nienormalnym zachowaniem kolegi. Obrócił się i ujrzał parę w miłosnym uścisku. – Eee... A.... Acha... Eem, a tego... Neumi wie?
- Nie. Nie mów mu narazie. Sama to muszę zrobić. Ale najpierw... – Ewolinda wstała i pobiegła do recepcji. Wykręciła jakiś numer... – Michael, możemy się zobaczyć jutro o siódmej? Nie mogę czekać do piątku. Pa.
Na schodach stanął Neumayer.
- Z kim rozmawiałaś?
- Ee... Z nikim... Kolega. Nikt ważny.
- To dobrze. Idziemy spać?
- Yy... tak! Już, moment. – pobiegła do świetlicy. – To dobranoc. Nojmi mnie ciągnie już do łóżka. – cmoknęła Jörga, pomachała Maxiemu i wyszła. – To idziemy.
moda na skoki
skomentuj (30)
31 (pisana przez Chucka i Andrzeja)

Około południa rozległ się potworny łomot na korytarzu hotelowym. Rohwein wyjrzał przez drzwi odziany w jakieś niepoważne zielone gaciochy.
- Michael!!!! – wrzasnął na widok podopiecznego leżącego na walizce. – Co ty... ty... – schował się za drzwiami onieśmielony wybuchem śmiechu dziewczyn (Alex i Ewy). – Gdzieś ty był!!! Popieściło cię??!! Treningi opuszczasz, my się o ciebie martwimy... – Herr Scheiße machał palcem zza drzwi co wprawiło ogół towarzystwa w jeszcze lepszy humor.
Po chwili zjawił się koło nich Georg po odbiór towaru jakim była jego żona podjarana nadal po tym, jak Lukas Podolski objął ją do zdjęcia... I Ballack... I Lehmann... Słabo jej się robiło ze szczęścia i Schorsch musiał ją zanieść do pokoju.
- Co? – spytała dziewczyna układana na łóżku, kiedy zauwazyła, że mąż się na nią dziwnie patrzy z przekręconą głową jak piesek...
- Chyba go zaczyna być widać. – gapił się nadal.
- Noo :D Nasze :D – uśmiechnęła się i przytuliła Georga. – Ej! Zaraz!! Skąd wiesz, że to będzie chłopiec??
- Po prostu wiem. Co się może urodzić takiemu facetowi jak ja coo?? Oczywiście wspaniały, zdrowy chłopak!! Gdybyś się zgodziła na te badania co Heller...
- Nie!! Nie chcę wiedzieć!!! To będzie niespodzianka...
- A może bliźniaki??! Albo trojaczki... Nazwalibyście je Michael, Sven i Martin... Taką skoczną rodzinkę byście założyli. – do pokoju wlazł Uhrmann.
- Taak, i jeszcze Stephan, Reinhard, Peter, Thorsten, Alexander, Jens, Maximilian i Jörg! Założymy drugi FC Oberstdorf! – Lex wystraszyła się perspektywą rodzenia jedenastki bachorów jeden za drugim...
- Heej! Zjeżdżaj!! Straszysz ją!! I szkodzisz dziecku! – Georg złapał Misiela i wyprowadził go z pokoju.
***
- Odwal się!! Zostaw noo!! Puszczaj kretynie!! TO-MNIE-BO-LI!!!! Masz!! – Åsa rąbnęła Üliego z pięści w żebra i zaczęła z wrzaskiem przemierzać podjazd hotelowy. Przewróciła swojego Żida machając ręką i zatrzymała się dopiero na jakimś wieelkim facecie, od którego się odbiła i zdezorientowana runęła do tyłu na ladę recepcji. Zawiesiła się na niej łokciami i starała złapać równowagę. – Gdzie Guido? – spytała po chwili, kiedy zauwazyła, że napotkaną przeszkodą był trener Berni.
- Tam leży... – wskazał palcem faceta rozwalonego na chodniku.
- Co on wyprawia na miłość boską??!! – zdziwiła się.
- Sama go przewróciłaś... – rzekł Schödler i ruszył z Andim i Möllim w stronę skoczni. – Poszukajcie Simiego i przyjdźcie szybko na trening – rzucił na odchodnym i zniknął.
- Żido! – ryknęła na swojego chłopa.
- Nie piłem!! – zaczął się bronić.
- Co... Niee... Twój brat...
- On na pewno pił. – przytaknął z głupawą pijacką miną Landert.
Kojonka zmierzyła go zabójczym spojrzeniem. – Musisz z nim poważnie pogadać.
- Tak, wiem. Picie zabija. – Guido wytrwale dogadywał z pijackim wyrazem twarzy. – Wiem po sobie...
- Żido!! Z łaski swojej nie przerywaj!! Twój brat ma się ode mnie w tej chwili odwalić!! Zrozumiano??!! – wydzierała się córka Kojonkoskiego i Chruścickiego tak, że parę osób wyjżało przez okna. Poleciała jakaś doniczka z pelargoniami...
- Zrozumiano. – rzekł całkiem trzeźwo Guido.
- No, to teraz idziemy po Simiego... Berni kazał. – złapała chłopaka za kurtkę i postawiła na nogi.
***
Na hotelowej siłowni trwał trening Finów... O ile tak to można nazwać... Axu i Vellu tłukąc się o skakankę rozerwali ją, Aho i Kimmo razem ćwiczyli na orbitreku (Janne stał na jednej, a Yli na drugiej płozie), na rowerku nie dało się jeździć, bo wcześniej Risto wymontował kilka ważnych części na swój własny użytek, bracia Hautamäki robili brzuszki wisząc do góry nogami na rurce pod sufitem, a Risto robił jumping dookoła sali (skakał w kucki trzymając ręce na biodrach). Oili, Kamilaa i Natalia siedziały na parapecie popijając kawkę i tępo przyglądały się temu niedorzecznemu zjawisku. Nagle Oili zaksztusiła się napojem z zaszetki...
- Nikkunen! – syknęła do koleżanek. Te posłusznie wyrzuciły za siebie przez okno styropianowe kubeczki z kawy. Tomi nie pozwala nikomu pić takiego niezdrowego badziewia. Kiedyś wytrącił z ręki kawę Natalii, kiedy ta popijała w czasie wywiadu z nim...
- Gdzie Goldi?? – na salę zajrzała roztrzęsiona pani Owca.
- Nie wiemy. – rzekła Kamilaa. – Co ty tam trzymasz za plecami??
- Eee... hehe... niic – uśmiechnęła się Owca szyderczo i schowała strzykawkę. – Grypa panuje... Trzeba zaszczepić naszych chłopców. – powiedziała i się zmyła.
- Właśnie!! Zapomniałem o szczepieniach!! – zatroskał się Nikkunen.
- Ale my się już zaszczepiliśmy... – rzekł niepewnie chór fińskich skoczków. Wszyscy zachowywali ahoneńskie, spokojne miny, lecz w ich bogatych wnętrzach wrzało ze strachu. Strzykaaawki... Rzecz jasna żaden szczepiony nie był od dziecka.
***
Tymczasem Nicole biegała po korytarzu i łapała Niemców, by ich zaszczepić. Przeżywała przy tym potworne katusze... Dwa razy, po uziemieniu wiercącego się Stephana, przypadkowo zaszczepiła samą siebie...
- Przynajmniej Georga mam z głowy... Alex go sama szczepi... – sapała ścigając Maxiego, który odwracając się, by sprawdzić jak daleko jest zagrożenie rozplaszczył się na drzwiach ewakuacyjnych. Nicole dorwała go i wbiła ostre narzędzie w ramię... – Dobra... jeszcze tylko... Siedmiu... – jęknęła. – Aleeex!! – rozdarła się na fulla.
- Hmm?? - Wołana wyszła na korytarz.
- Pomocy... – stękała Nicole.
- Eech... Kogo teraz? – spytała zrezygnowana.
- Misielów. – N. Hoffmeyer opadła bez sił pod ścianą. – Strzykawki. – podała jej medykamenty.
Alex zajrzała do Neumayerów.
- Ewa, mogę cię prosić?? – podała jej dyskretnie strzykawę i poszła szukać Uhriego.
- Georg zabronił mi się do ciebie zbliżać. Mówi, że zagrażam dziecku! – Uhrmann wbił się w kąt swego pokoju.
- Ale ja ci pozwalam podejść. Chodź no tu. – podeszła do niczego nie spodziewającego się kolegi. – Co ty tu masz?? – zapytała podstępnie.
- Co? Gdziee?? – wykręcił rękę by obejrzeć rzekomo ubabrane miejsce, a Lex wbiła mu igłę i opróżniła strzykawkę do środka jego ręki. Misiel runął zemdlony na łóżko.
- Co tu się smaruje?? – w drzwiach ukazała się Skierka.
- Szczepionki. – palnęła Späth. – A ty się szczepiłaś na grypę??
- Nie...
- No to chodź. Zaszczepię cię za darmo... Na koszt Niemieckiego Związku Narciarskiego!
- Coo?? Nieee!! Ja tylko Thorstena szukałam!!! – Skierka zaczęła zwiewać.
- Thorsten?? Teraz go nie znajdziesz. Pewnie gania po całym terenie hotelu... Nicole chce go zaszczepić.
- Achaa... – Ania uśmiechnęła się głupio. Chyba to sobie wyobraziła.
- A co?
- Eee... Niic... Romans mam do niego...
- Wiedziałam!! Po prostu wiedziałam, że między wami coś skwierczy!! – zakrzyknęła z zadowoleniem Alexandra.
- Mówi się iskrzy :D – uśmiechnęła się nieśmiało dziennikarka ARD i wyszła.
***
Julka i Justynka pętały się po okolicy robiąc zdjęcia szronu na gałązkach, kiedy ich uwagę przykuło jakieś jęknięcie spod fotografowanego krzaka.
- Simon?? – wrzasnęła Justyna.
- Jezu... Nie krzycz... Jak mnie we łbie łupie... Maatko... – Ammann złapał się za czapę i potwornie wykrzywił.
- Co ty do diabiła tu odstawiasz??!! – krzyczała Julia Steinauer. – Ty się po zaspach tarzasz o twoi koledzy ostro trenują na skoczni teraz!! – nie zwracała uwgi na zwijającego się z bólu na ziemi Siemiego.
- Chuchnij no! – Justynka złapała go za rzuchwę i skierowala w swoją stronę. Po chwili miała tego pożałować. Simon Ammann zionął jej prosto w twarz jakimś sikaczem i zrobił nieinteligentną, jak przytało na nietrzeźwego, minę. – Matko... On się porządnie nabzryngolił!! – przestraszyła się.
- Berni nie może go znaleźć! Bierzemy go do hotelu! – zarządziła Julia.
Po jakichś 15 minutach niesienia skoczka na zmianę na barana, dziewczyny dotarły do jego pokoju. Właśnie miały otorzyć drzwi, kiedy usłyszały odgłos ciężkich kroków na schodach.
- Berni... – Justynę zmroziło. Zaczęła przegrzebywać kieszenie Ammanna w poszukiwaniu klucza. Nie mogła znaleźć. Szybko złapały skoczka i wrzuciły go pod ławę na korytarzu. Trener przywitał się grzecznie z dziewczętami i poszedł dalej. Byłoby wszystko dobrze, gdyby Simon nie zaczął zaraz wyśpiewywać o jakiejś piwnicznej izbie...
Berni zatrzymał się. Przeżuł gumę i odwrócił się powoli w stronę śpiewającego stołu. Julia i Justi od razu zaczęły wtórować Simiemu i z marnym skutkiem przekonywać Schödlera, że to przecież one śpiewają. Trener schylił się, pomacał pod ławą i jedną ręką wyciągnął Simona, podniósł go do góry i oparł o scianę. Ammann durnowato się uśmiechając nie rozumiał, że ta druga ręka co w niego celuje, zaraz go trzaśnie w pysk... Na szczęście nie musiało to do niego docierać, bo na korytarzu pojawiło się zbawienie. Alex właśnie biegła z bratem Andreasem do jego pokoju.
- Heej!!! Zostaw go!! – wrzasnęła na widok Berniego mierzącego z pięści w Simiego.
Schödler popatrzył na nią oczami nadal pełnymi miłości i puścił podopiecznego. Ten grzmotnął gdzieś pod fotel.
- Poczekaj tu, zaraz ci to przyniosę. Widzę, że chcecie porozmawiać... – powiedział Andi i się zmył.
- Pozwolisz na chwilę?? – Berni otworzył drzwi swojego pokoju i przepuścił Späth pierwszą.
- Co się stało?? Ja przepraszam, że przeszkodziłam, ale każdy by to zrobił! Chciałeś go uderzyć!! – zaczęła się tłumaczyć.
- Niee... Nie o to chodzi... – wskazał jej ręką miejsce, gdzie może usiąść.
- Więc o co? – zdziwiła się. – Czemu zamknąłeś drzwi?
- Lex... Posłuchaj... – jąkał się szwajcarski trener. – Czy... Czy ty... czasem żałowałaś?? – przewiercał ją ciemnobrązowymi oczami, które kiedyś tak ją urzekały... (Teraz urzekają ją takie same, ale Georga).
- No... Nie wiem... Na początku trochę żałowałam...
- A później?? A teraz?? Ja ciągle żałuję!
- Berni... Ja mam męża... Dziecko w drodze... – zaczęła panikować.
- Słyszysz? Ciągle! Źle ci ze mną było??
- Dobrze, ale...
- Więc o co chodzi??
- Berni, przecież...
- Wzięłabyś rozwód, a dziecko wychowałbym jak swoje! Z czasem zapomniałbym, że to... jego...
- Ale ja nie mogę!! Zrozum! Ja go kocham! Ciebie też kochałam... Ale to się skończyło!! Nie zostawię go... – w oczach kręciły się jej łzy. – Gdyby go nie było... Wróciłabym... – zrozpaczona patrzyła na swojego ex. – Ale jest. Poznaliśmy się, wzięliśmy ślub, spodziewamy się dziecka...
Berni przytakiwał... To nie tak miało się skończyć. Ona miała się zgodzić!
- Musze lecieć. Zaraz mnie zaczną szukać... – Alex wstała.
Schödler odprowadził ją do drzwi. Obróciła się, spojrzała mu w oczy, przytuliła go i wyszła. Na korytarzu czekał na nią Andreas.
- Ty płakałaś?? – spojrzał na nią z ukosa – Oddaję. – podał jej ładowarkę do telefonu.
Alex pokręciła przecząco głową. Złapała ładowarkę i nieprzytomna po tej rozmowie poszła do siebie.

_____________________________
Chuck pisała pierwsze trzy akapity, a o resztę mieć pretensje do mnie - Andrzeja :P
moda na skoki
skomentuj (33)
30

- Od kiedy wiedziałeś? – Ola łaziła z bratem po innsbruckim parku.
- Dowiedziałem się 3 tygodnie temu. Kiedy okazało się, że mam zupełnie inne geny niż rodzice... – tłumaczył się Gregor.
- Ale wiesz co... Nie wyglądamy chyba jak bliźniaki.... – zaczęła się śmiać Oleczka.
- No, w sumie bardziej pasowałaś do Koffiego.
- Też tak myślę.
- Co teraz zrobicie?
- Pff... A co mamy robić, jesteśmy parą :P
- Czyli nie zamieszkamy razem?
- Yyeee... A miałeś na to nadzieję?
- Szczerze mówiąc... to raczej nie.
- To OK, bo on właśnie nie chce mnie oddać.
W oddali zamigotał im plac zabaw... Spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Nie minęła minuta jak rzucali w siebie śnieżkami kryjąc się za zjeżdżalniami i w domku, w którym ukryty był Koffi owej pamiętnej nocy. Kiedy po pół godzinie mieli już serdecznie dość i odstraszyli już wszystkie chcące się pobawić w domku bachory, opuścili plac zabaw i ruszyli przed siebie parkową alejką.
- Kruca, zimą to tu ładnie... – Ola wyciągnęła aparat z kieszeni i już miała zrobić foto alejki z ośnieżonymi drzewami, kiedy aparat nagle wyfrunął jej z ręki, bo...
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!! Uwwaaaag..... Kurde... O! Gregor! Ola! – Mannu zebrał się z ziemi i pomógł wstać kolegom.
- Mądry jesteś??!! Co za zdziczały zwierz w ciebie wstąpił??!!! – Ola zaczęła się drzeć na Fetniaka, jedną ręką masując po podudziu, w które ów jej przyładował, a drugą grzebiąc w śniegu, by wydobyć aparat.
- Żaden zwierz... To jest moja ukryta natura... – otrzepał się z soli i piachu na którym usiadł.
- Gdzie tak pędzisz w ogóle?
- Aaa tak sobie... zobaczyłem kogoś... O kurrrrrr!!!! – ryknął Manuel kiedy włożył ręce do tylnych kieszeni gaci.
- Fuuuuuu!!! Co to jest!!! – Ola zakryła twarz szalikiem.
- Blech... Czekoladki... Vodka Finlandia... Musiały się rozwalić kiedy wygrzmociłem... – Fetti zlizywał czekoladę z rąk, a w powietrzu unosił się słodki zapach Finlandii.... – No nic, zliże się...
- Wiesz, ja nie chcę cię straszyć, ale... No wiesz... – Gregor zaczął się dusić.
- Ale co? – Mannu wygrzebywał zębami spod paznokci kawałki czekolady.
- Hmm... Te z gaci też musisz zlizać... Chyba nie chcesz tak wracać!
- Cooooo??! – Fetti odgiął łebek do tyłu i zaczął się kręcić w kółko chcąc obejrzeć swój ufajdany Finlandią zadek.
- Właśnie to...
- Czeeść!! – ryknęła Aschley za plecami towarzystwa. – Fuuuuuu!! Mannuuu!!! Musiałeś??!!
- Cześć... Przepraszam... Nie chciałem... – schował speszony ręce za plecy.
- Masz. Tym lepiej zejdzie. – podała mu garść śniegu.
- Dzięki. – Fettnerowi zrobiło się gorąco kiedy Asch musnęła go palcem.
- Em... To my już pójdziemy chyba... Mamy jeszcze tyle spraw do obgadania, no nie? – Ola szturchnęła łokciem Schlieri’ego w żebra. I odeszli gadając o Bóg jeden wie czym.
- Eee... Co tu robisz w ogóle? Miałeś być w hotelu.
- Do sklepu poszedłem. Masło się skończyło :P
- Z tego co widzę to chyba nutellę kupiłeś... – zaczęła brechtać.
Mannu spalił cegłę.
- Mm... Może gdzieś pójdziemy... – zaproponował w końcu.
- Chętnie :D Ale najpierw idziemy do hotelu cię przebrać! – zarządziła Loitzlówna, złapała Fettnera za rękę i pociągnęła... – Yyhh... – puściła go z odrazą.
- Czekaj, gdzieś tu miałem chusteczkę... O, jest. – Manuel wyciągnął z tylnej kieszeni upaćkaną chustkę.
- Wiesz... Dzięki, ale nie trzeba... Poradzę sobie... – wyczyściła łapę w przydrożnej zaspie i poszli dalej.
Gadając w najlepsze wbiegli w drzwi do hotelu... I to dosłownie...
- Heeej!!! Czego??!! – ryknęła jakaś dziewczyna o dwóch ciemno-rudych warkoczach, która oberwała drzwiami z pancernego szkła.
- Tyy??!! Co ty tu robisz??!! – Manuel wywalił gały ze zdziwienia.
- Przyjechałam do ciebie! A co? Już nie wolno?!
- Mannu... Czy to jest twoja dziewczyna? Może nas przedstawisz?
- A tak, właśnie. Aschley Loitzl, Dominica Fettner. Moja sister znaczy. Domina, a gdzie twój Remik?
- Chwilowy kryzys... Został w Szwajcarii. O, dziękuję. – odebrała klucz od recepcjonistki i poszła na górę.
- Ej! Bagaż! – wrzasnął Fetniak.
Dominica obróciła się na pięcie i spojrzała groźnie na starszego brata.
- No OK... – ledwo podniósł walizę i z trudem wtachał ją na trzecie piętro.
- No co jess... – Doma szarpała się właśnie z drzwiami. W akcie desperacji wzięła je z bara i dopiero wtedy się otwarły. – Jezu, nareszcie!! – Fettner rzuciła się na łóżko. Chwilę później na podłogę spadły kurtka, szalik, bananowy polar i na samą górę dwa ciężkie, lekko zabłocone glany.
Mannu wpadł do pokoju ciągnięty przez niebywale ciężką torbę.
- Co ci się z butem stało? – wziął jednego glana do ręki, babrając go przy okazji czekoladą. Nie będę wspominać jak wyglądała rączka walizki...
- A nic... W pociągu trzymałam nogę na grzejniku i się podeszwa trochę podtopiła... (Digsu, pamiętasz? :P) Kupi się nowe, te i tak były już do wyrzucenia... No teraz na pewno są... – stwierdziła, gdy zobaczyła jak brat wkłada rękę całą z czekolady do środka, by poprawić wkładkę...
- Ee... To ty na pewno jesteś zmęczona po podróży... Prześpij się, a my idziemy coś zjeść. – rzekł Mannu i wyszli.
- Ale ręce umyj!! I tyłek... – krzyknęła Digs do zamykających się drzwi.
Pół godziny później, Aschley i Manuel mknęli zatłoczonymi ulicami Innsbrucka do baru mlecznego, by skonsumować wreszcie jakieś śniadanie.
- Co bierzemy? Zupki mleczne? – spytała Asch.
- Taa... Muszę trzymać linię.
- To dwie zupy mleczne prosimy! – rzekła uroczyście do kelnera.
- A życzą sobie państwo jakiś chlebek?
- Z masełkiem?? – podniecił się Fetti.
- Natürlich!
- Taak!!! – ucieszył się.
- Dwie zupy mleczne i chleb z masłem... Za 5 minut przyniosę. – Kelner oddalił się.
Loitzl dusiła się patrząc na podjaranego Manuela wyczekującego z utęsknieniem na ten chleb z masłem... Kiedy wreszcie śniadanie przyszło...
- Cooo??!! Co to ma być??!! – wrzasnął Fetti.
- Wasze zamówienie... Zupy mleczne i chleb z masłem... – zdziwił się kelner.
- Too??!! TO nazywa pan chlebem z masłem??!! Czy wy umiecie chleb smarować??!!
Asch szarpała kolegę dyskretnie, by ten się wreszcie uspokoił i nie zwracał na nich takiej uwagi. Fetniak w przypływie euforii nawet tego nie zauważył. W efekcie obaj zostali wyrzuceni za zakłócanie spokoju, kiedy Manuel starał się wedrzeć na kuchnię i pokazać kucharzowi jak smaruje się kromki...
- Dlaczego nikt nie pozwala mi się spełniać kulinarnie... – Mannu wył odprowadzając Aschley do pokoju.
- Nie no nie martw się... Zapytaj kiedyś Alex i Svena,. to może będziesz mógł im pomagać w kuchni. – pogłaskała Mannu po głowie.
Przytulili się i Asch weszła do swojego pokoju, zostawiając Fettiego na korytarzu.
***
Tymczasem w Niemczech...
Ewa i Neumi pętali się po ulicach oglądając sklepowe wystawy. W zasadzie to Michael się pętał, bo Ewolinda biegała od jeden wystawy do drugiej pełna entuzjazmu. Ciągnęło się to od jakichś dwóch godzin i Neumayer był już padnięty. Ledwo kojarzył gdzie stawiał nogi... Kilka razy spadł z krawężnika...
- Mein Gott!! Co to ma być??!! Wszystko różowe!!! Jezzuss... No popatrz tylko!!
- Acha... Widzę... – Neumi gapił się w przeciwną stronę.
- Makabra... Przecież muszę coś znaleźć... Wyobrażasz sobie mnie w TYM??!! Wyglądałabym jak... jak dziwka jakaś...
- Tak kochanie... Wyglądałabyś wspaniale... – rzekł nieprzytomny Misiel.
- Co?? – Ewa złapała go gdy ten słaniał się na nogach i desperacko próbował uczepić się rynny. – Dobrze się czujesz? – zatroskała się.
- Nie no oczywiście! – z marnym skutkiem udawał ożywienie. – Świetnie się czuję, tylko jakoś mi słaaboo... – wypadł jej z rąk i oparł się o ścianę.
- Rany... Chłopy... – jęknęła. – Niby tacy twardzi a jak przychodzi co do czego to pierwsi miękną... No nic. Idziemy do domu!
Neumayer otwarł jedno oko.
- Ale najpierw kupimy ci jakiego Red Bulla.
- Niee! Morgenstern!!! Nie chce!
- No to co chcesz?
- Piłem kiedyś takie doobre Dark Dogiii... Mocnego kopa dawały :P
- Jesteśmy w Niemczech, nie w Finlandii...
- Niee? No to R20... Albo Tigera....
Doczłapali do spożywczaka, gdzie na drzwiach wisiał wieelki plakat Ballacka i Podolskiego....
- Myślisz o tym co ja? – spytała Ewa wręczając chłopakowi puszkę.
- Mhm :D Kiedy jedziemy? – Michael dziko się uśmiechnął.
- Za dwa dni! Do Dortmundu blisko :D
- Czy żona Späth’a czasem nie jest fanką Prinz Poldiego?
- Właśnie! Alex! – Ewa przypomniała sobie o koleżance. Już raz były razem na meczu. – Dzwonię do niej!
Za dwa dni Neumi, Ewa i Alex spotkali się przed hotelem.
- Ty sama? A gdzie Georg?
- Został na treningach.
- I tak cię puścił??!! – zdziwiła się Ewolinda. – Jak on się z tym pogodził?
- Nie pogodził :D Powiedziałam, że jadę i koniec!
Złapali bagaże i ruszyli na lotnisko. Usłyszeli jakiś stłumiony ryk od strony hotelu. Georg wisiał w oknie i coś wykrzykiwał. Alex mu pomachała i zniknęli za zakrętem.
Godzinę później rozwalali się na siedzeniach w samolocie do Dortmundu głupawo się szczerząc na samą myśl o meczu niemieckiej reprezentacji, który ujrzą na żywo... Początkowo Neumi siedział między dziewczynami, ale nie mógł znieść ich trajkotania o Ballacku i Poldim, przerywanego jakimś nawiedzonym piskiem, więc zamienił się z Ewą i przez resztę czasu gapił się przez okno. Wysiedli z aeroplanu, złapali ostatnią taxówkę i odjechali do hotelu, gdzie wynajęli pokój na tę noc. Rzucili pod ścianę bagaże i pobiegli na stadion. Właśnie zaczęli wpuszczać kibiców.
- Em... czy my mamy w ogóle bilety?? – Alex nagle oprzytomniała.
Ewa i Michi spojrzeli po sobie, po czym Neumi z rykiem naparł na tłum ludzi przed nimi. Kibole rzucili się na hura w stronę kontroli biletów, taranując wszystko i wszystkich.
- No tak... – Lex poprawiła czapkę i usiedli na pierwszych z brzegu wolnych miejscach, a następnie przeprowadzili inteligentną konwersację z kimś kto te miejsca zarezerwował. Nojmi dość brutalnie wmówił osobie, że te miejsca są już zajęte i ma sobie poszukać jakichś innych.
- Acha, a z kim gramy? – Späth zadała kolejne pytanie.
- A nie mówiłam ci??
- No raczej nie.
- Aaa.. No gramy z... No... z... Neumi! Z kim my gramy?!
- Z... Nie pamiętam...
- No nic, poczekamy jak wniosą flagi....
Po jakimś czasie wyszło na jaw, że z Portugalią. Ryki dziewczyn nie miały końca. Nabluzgały na Ronaldo za wszystkie czasy i doszczętnie zdarły gardziele przy pieśniach Xaviera Naidoo, Jürgen & Libero5 i Olivera Pochera. Przy wyjściu banda załapała się na foty ze swoimi idolami.
- Danke. – zachrypiała Alex odchodząc po zdjęciu z Lehmannem, co go bardzo rozbawiło. Ku jej dzikiej, nieopanowanej radości tak samo zareagował Prinz Poldi. Pogadała chwilę z nim i poszła szukać koleżanki, a on Ballacka. Znaleźli ich, kiedy Ewa zachrypłym głosem usiłowała mu coś wytłumaczyć, a on zwijał się ze śmiechu. Pożegnały się z chłopakami, zgarnęły Neumiego, który nie mógł sobie odpuścić i wymusił na laskach foto z Odonkorem. Szczęśliwa banda runęła do hotelu wyśpiewując wszelkie znane im pieśni.

Wir salutieren vor Kapitän, Michael Ballack
Du hast trotz deiner Schmerzen krass geballert
Hast hart gekämpft, den Elfer reingeschossen
Als ich deine Tränen sah, sind auch meine geflossen

Vorname Lukas, Spitzname Poldi
Glaub mir, Lukas, wir hatten voll die geile Zeit dir zuzusehen
Kämpfe tapfer, gib uns die Chance weiter auf deine Tore durchzudrehen

schwarz und weiß
wir stehen auf eurer seite
und wir holn den sieg mit euch
und wir holn den sieg mit euch
jetzt geht’s los!

Ewa, Michael i Alexandra poszli do hotelu sie chwilę przespać,a rano czekał ich lot powrotny na treningi skoków narciarskich...

______________________________________
Eech... Soryy, ze tak długo, ale Roxana nie miała czasu i ja się za to wzięłam dzisiaj... Przepraszamy :D
moda na skoki
skomentuj (21)
29 Dla niektórych koniec...

W samolocie na Dominikanę coś ryknęło, po czym odpadło lewe skrzydło... Chwilę później kilka przerażonych osób wyfrunęło przez dziurę w ścianie razem z fotelami, do których byli przypięci. Resztki samolotu ogarnął pożar. Wybuchła panika. Z sufitu w stronę pasażerów wystrzeliły maski. Jeszcze dwie osoby wypadły z maszyny i z hukiem uderzyły o taflę wód Pacyfiku. Aeroplan leciał jeszcze kilka minut. Około 16.47 runął w dół z hukiem przecinając powietrze jednym skrzydłem, aż w końcu roztrzaskał się na płyciźnie Ławicy Navidad u wybrzeży Dominikany. Ratownicy zjawili się na miejscu wypadku po pół godziny przywleczeni śmigłowcami i motorówkami zapożyczonymi od straży przybrzeżnej. Z wyłowionych szczątek zdołano ułożyć kilku ludzi: Madziaa Heller, Zosia, Adam, Maja, Marta, Ula Ljøkelsoy, Neolitka, Karolina, Eliza i Alek. Resztę zwłok nadal starają się zidentyfikować. Tak oto część naszego towarzystwa zakończyła urlop na Dominikanie...
***
Oleczka siedziała przy biurku zakuwając wytrwale jakieś dziwne regułki z psychologii, gdy z równowagi wytrącił ją trzask wylatującej szyby i jakaś cegła waląca całym swoim ciężarem w drewnianą podłogę. Spojrzała z wyrzutem na szkło rozwalone po całym pokoju. Łaskotała ją ręka. W przedramię (łydkę ręczną :P) wbity był mały kawałeczek szkła. Skrzywiła się na samą myśl dotknięcia tego.
- Co ty wyrabiasz durnoto jedna!!!!! – do pokoju wbiegł spocony ze złości Andi.
- Nic...
- Co tu się stało?! – Koffix zmierzył podłogę spojrzeniem pozbawionym jakiegokolwiek zrozumienia.
Ola podniosła czerwoną cegłę. Zdjęła z niej zieloną gumkę recepturkę i rozwinęła złożony chyba na 8 kawałek papieru. – „Wiem kto jest twoim bratem”... Andi, o co chodzi?
Koffi stał z tępą miną i chyba nie wiedział co powiedzieć, bo zaczął się jąkać.
- Bo... Booooooooooo.... Ty kilka dni miałaś...
- ??
- A nic... Pokaż rękę. – złapał ją za przegub.
- Nie! Andi, o co tu chodzi? Co się stało do cholery?! – Ola próbowała się wyrwać, ale za bardzo bolało.
- No... Twoja mama umarła przy porodzie... – bąkał Andi grzebiąc Oli w ręce. W końcu wyciągnął szkło. – Tata zginął zanim się urodziliście... Masz brata bliźniaka... Nie wiem kto go przygarnął... Moi rodzice wzięli ciebie...
- Jak on ma na imię?
- Pojęcia nie mam. Ochrzcili go nowi rodzice...
- Ale widać ten ktoś wie?
- Czyli to pewnie on... – Andi zaczął płakać.
- Heeej... Nie bucz... Co ci jest?
- Nissc! – odgonił ją ręką. – Jak go poznasz, to się do niego przeprowadzisz prawda?
- Nie wiem...
- Ja nie chcę... Ja chcę, żebyś została...
- To zostanę.
- Ty nie rozumiesz, ja cię kocham!
- Andi... Ja ciebie też.
- Ale nie jak siostrę! KO-CHAM CIĘ! – Andi patrzył na Olę dziwnie. Ona na niego z resztą też.
- Zostanę z tobą. – powiedziała i przytuliła go. – Ale co za kretyn wybija siostrze szybę?
- No nie wiem właśnie, ja bym tego ci nigdy nie zrobił. – uśmiechnął się do niej nieśmiało.
- Ja tobie też nie. – cmoknęła go w policzek.
Chwilę później tuż koło nich na łóżku wylądowała druga cegła. Andi rzucił się w pogoń za pomykającym wśród drzew cieniem.
- „Spotkajmy się za 3 godziny w parku koło zjeżdżalni. Bądź sama”...
- Pójdę z tobą!
- Lepiej nie.
- Schowam się gdzieś, nie pójdziesz sama!
3 godziny później Ola huśtała się na łańcuchowej huśtawce a Andi obserwował ją z góry drewnianego domku.
- Jesteś sama? – spytał ją jakiś człowiek w kapturze.
Obróciła się w jego stronę.
- Tak...
Zdjął kaptur. Ola zdębiała.
- To tyyy?
Chłopak przytaknął.
***
Rano przy stadionie w Einsiedeln...
- Nie no, słuchaj. Nie panikuj! W końcu chcesz tą robotę prawda??
- No chcę... – Aschley jechała na butach pchana od tyłu przez swojego brata Wola.
- No. To stój tu, czekaj i ani mi się waż uciekać zanim trener nie przyjdzie... O! Już idzie.
- To ona? – Obok nich stanął wielki jak dąb facet.
- Tak. Aschley, to jest trener Szwajcarów Berni Schödler, Berni, to moja sister. Nie szczędź jej. – puścił oczko do Berniego i się ulotnił.
- Masz na imię Aschley, tak?
- Tak.
- I chcesz być trenerem?
- Tak.
- Ehe, to twoja pierwsza lekcja?
- Tak.
- Widziałaś jak wyglądają imitacje?
- Tak.
- Pokażę ci dokładnie na czym polega rola trenera w tym treningu.
- Tak.
Berni spojrzał dziwnie na spanikowaną dziewczynę.
- Idziemy do chłopaków?
- Tak.
Berni ruszył w stronę bramki na stadion, gdzie biegali szwajcarscy skoczkowie z Agatą, Åsą, Alex i Justyną. Zaczął coś gadać, ale zorientował się, że jego rozmówczyni gdzieś przepadła.
- Idziesz?
- Tak.- Aschley dalej gibała się na boki przestępując w miejscu z nogi na nogę. – A! Tak. – dotarło do niej co mówił trener i pobiegła za nim.
Schödler w życiu nie myślał, że można być tak przerażonym. Weszli na bieżnię.
- Dobra chłopaki! Teraz trening imitacyjny! – ryknął Berni swoim przystojnym głosem.
Agata wypchnęła swojego Mölli’ego w stronę trenera. Andi, Simi i Guido biegli dalej, by nie zamarznąć, w czasie imitacji kolegi.
- No, to jest tak. On sobie jedzie na tej desce... Jedzie, jedzie, jedzie... Wybija się, o patrz! Teraz leci prosto na nas, ty kucasz, łapiesz go na prostych ramionach i wstajesz... i idziesz kilka kroków do tyłu... i opuszczasz go, po czym on spada i robi telemark... – to mówiąc Berni upuścił Michaela na ziemię. – No, teraz twoja kolej.
- Coooo??
- No, teraz ty. – Berni zauważył nowe słowo wypowiedziane przez Aschley Loitzl.
- Aaaa ale... – tylko tyle zdążyła wypowiedzieć, bo w momencie kiedy Mölli wybijał się ponownie z deskorolki, Berni uskoczył i Asch nie miała wyboru, pochwyciła Melliego za bioderka, zaczęła coś wrzeszczeć bardzo szybko i runęła do tyłu w zaspę. Mölli na nią :P Niezręczna sytuacja trwała dłuższą chwilę. Mölli leżał z miną w stylu:
Asch dobrze wiedziała, że jako nieliczna ma okazję właśnie poćwiczyć styl V ze skoczkiem na leżąco... Nie czuła się jednak szczęśliwa z tego powodu, bo właśnie w ich stronę pomknęła Piru. Aschley i Michael chcieli uciec. Niestety nie udało im się, bo było ślisko i co chwila zaliczali glebę. Agata pochwyciła bidon Guida i runęła na leżących. Rycząc jakieś fińskie, norweskie, polskie i czeskie przekleństwa nacisnęła bidon tryskając Meliemu prosto w twarz jakimś śmierdzącym badziewiem... Misiel otrzepał się ze śniegu i wytarł twarz szalikiem.
- Co to było do cholery ciężkiej?! – wydarł się na Agatę i wytrącił jej bidon z ręki.
- Nie wiem! To Żida!! – wrzeszczała Piru.
Berni podszedł do nich, maznął palcem po policzkach Mölliego i powąchał rękę, potem polizał :P – ŻIDOOO!! – rozdarł się.
Wszyscy odwrócili się w stronę Szwajcara. Åsa machnęła w bok ręką, żeby złapać swojego chłopaka, jednak nie było go już przy niej. Cofał się powoli przecząco kiwając głową na boki.
- Nie... – gadał do siebie. – Nie prawda... – i pocisnął sprintem do hotelu.
Berni rozgarnął śnieg i podniósł bidon. Pociągnął potężnego łyka i wypluł przed siebie. – Bleeeee!!! Ruuuuum!!! Zabiję go! (przecież Guido sam się nam przyznał, że czasem za dużo pije, teraz wiemy kiedy pije :P). Åsa pobiegła za chłopakiem do pokoju, a Alex i Justynka rzuciły się na torbę Andiego, żeby sprawdzić co on sobie nalał :P Na szczęście była to zwykła zielona herbatka. Agata szła z Misielem pod rękę i głaskała po głowie, by go jakoś przeprosić po tym jak oblała go rumem...
- I daruj, ale cię nie pocałuję... – Agata zatykała sobie nos rękawem i co chwilę odwracała głowę, by nabrać powietrza. – Cały śmierdzisz...
- No wiesz! Dzięki!! – oburzył się Möllinger. – Sama mnie oblałaś!
- A tam. Wypierzemy cię.
- Chyba kurtkę.
- Kurtkę później :D – uśmiechnęła się łobuzersko.
I poszli.
moda na skoki
skomentuj (23)
28 długowyczekiwany, ale cóż... ważne, że w końcu jest :P

Karawana zsiadła z wielbłądów i szła piechotą, żeby zwierzaczki mogły odpocząć.
- Studniaaaa!!! – sapnął Matti i rzucił się pędem w kierunku obiektu.
Wszyscy siedli oparci o studnię, a wielbłądy piły z koryta...
- Wujku!! – pisnął mały Mico.
- Nie teraz....
- Ale wujku!
- Powiedziałem! Poczekaj chwilę...
- Ale wujku Juho! Masz skorpiona na ramieniu! – nie wytrzymał maluch.
Juha-Matti zerwał się na równe nogi i odstawił dziki taniec usiłując zrzucić z siebie potwora. Arabowie mijający ich patrzyli na niego dziwnie i chyba wzięli go za jakiegoś początkującego szamana, bo jeden podszedł i poprosił go, by ten wyleczył gościa wiezionego na osiołku... Juha poskakał jeszcze trochę, gdyż koledzy utwierdzali go w przekonaniu, że skorpion nadal trzyma się jego pleców. Beduini odjechali, a Juha padł z wyczerpania na piachu.
Po jakichś dwóch godzinach wędrówki...
- Myślicie, że Staś i Nel tędy szli? – spytał Ruuskanen z nadzieją w głosie.
- Nie. – odpowiedział zirytowany Janne Ahonen.
- A kto to Staś i Nel? – zaciekawił się Mico.
- Nie wiesz? – Juha zadziwił się nie na żarty. – Ja ci zaraz opowiem!
I zaczął wywody. Opowiedział chyba całą książkę, gdy nagle Matti wydarł się dla jaj pokazując ślady jakichś tubylców.
- Juha! Ślady Stasia! A te to pewnie Nel!!! – wskazał mniejsze.
- Ooooo!!! – Juha-Matti spadł z wielbłąda i rzucił się na ślady jakby miały jakiekolwiek znaczenie, nawet gdyby były prawdziwe... – Czyli idziemy w dobrym kierunku!! Za mną!! – Juha skoczył na grzbiet zwierzaka i pognał przed siebie.
- Jezzuuu... – skomentowała to Oili. Wczepiła się rękami i twarzą w pierwszy garb stworzenia i ruszyła pędem za cwałującym Juhą....
***
Kilka dni później, gdy wszyscy (oprócz Finów) byli już na zgrupowaniach kadr...
- Mein Gott!! Was ist das? – mruknęła do siebie Ewolinda kręcąc się po jakichś ciemnych zaułkach Willingen-Schwenningen. W oddali zamajaczył jakiś cień. – O Scheiße... – Ewa zaczęła pruć w przeciwną stronę. Cień pobiegł za nią. Dziewczyna z rykiem wpadła w ramiona jakiegoś faceta..
- Ewa! Co ty tu wyprawiasz do stu piorunów?!
- Maddin?! – spojrzała na brata - Bo... Bbo ja...
- Nie ważne. Choć do domu. Neumayer?! – rozpoznał w cieniu kolegę z drużyny.
- O! Schmitt! – chłopak wygramolił się zza kubła na śmieci.
- Michael, myślałem, że skończyłeś już z handlem żywym towarem!
- Niby tak... Odruch mam... – Misiel lampił się na dziewczynę z wzajemnością.
- Maddin, chodźmy stąd... Nie podoba mi się ta melina...
- Melina? – Martin nie znał jeszcze niektórych podstawowych wyrażonek języka polskiego.
- Die Unterschlupf.
- Unterschlupf?! Keine przesade! Ja tu mieszkam! – Oburzył się Michi.
Ewa rozwarła szczęki, by coś rzec.
- Yyee... Michael, to moja przyrodnia siostra... Ewa, poznajcie się. Ewa, Michael, Michael, Ewa, Ewa, Michael... – Madd starał się jakoś rozładować atmosferę.

- To jest bez sensu!! – Thorsten rzucił talią kart przez okno, gdy po raz ósmy z rzędu przegrał ze Skierką w remika.
- Nie denerwuj się, kotku... Meine liebe Filzlaus! – Ania przytuliła starszego Schmitta.
- Filzlaus?! Filzlaus??!! – Thors z dzikim rechotem rzucił się na dziewczynę i zaczęli walczyć zabawowo (łaskotać się). Do domu weszła reszta Schmittów (Madd i Ewa) + Neumayer.
- Ee... Aa... A te karty to tam mają tak leżeć?
- A mogą... I tak...
- KRADZIONE! – powiedzieli wszyscy jednocześnie.
***
A w Einsiedeln..
- Jasny gwint... – banda Szwajcarów zatrzymała się w pół kroku na widok rozgniewanego Berniego.
- Ale szefuniu! To nie tak!! – Andi zaczął się mazać.
- Szczaty-taty!! – ryknął Schödler. Tylko to wyrażenie przychodziło mu teraz do głowy.
- Nie klnij! – skarciła trenera Julka.
- Będę klął jak mi się kurna podoba! Verdammt viel! No dalej karły nędzne!! – wrzeszczał Berni na swoich podopiecznych – Migiem do hotelu, przebierać się i na stadion!! I zapomnijcie o obiadokolacji!!
- Ja wiedziałem, że tak będzie!! Po co żeśmy uciekali... A mówiłem nie uciekać... – Guido kwiląc wziął pod rękę Möllingera i skierowali się do hotelu. Szli przez chwilę w ciszy pochlipując, gdy nagle...
- No RAZ!!! RAZ!!! RAZ!!! RAZ!!! Ruchy dziewuchy!!! – Berni rozdarł się im za plecami – RAZ! DWA! RAZ! DWA! Raaaa.... – na chwilę przestał, bo...
- Szefciu... Co się stało? – siostra Andiego Küttela podeszła do Berniego.
- Iiiiii!!!! – Schödler zaskwierczał jak smażona kiełbaska, gdyż miał słabość do tych maślanych oczu. była to jego ex-dziewczyna. Niedawno w gazetach ukazało się ich wspólne foto na którym wyszli jak dobre małżeństwo...
Schödler się zawiesił. Chwilowo nic do niego nie docierało, bo gapił się w brązowe refleksy jej ciemnych gał. Widząc to, odwróciła się do teamu.
- CHODU chłopaki!!! – zawyła. Suisstaki rzuciły się w popłochu do ucieczki w jedna stronę, a Alex w drugą. Berni nie wiedział czy ma łapać skoczków, czy dziewczynę. Gdy do niego dotarło, że jest ona już mężatką, pobiegł za chłopakami.
***
A teraz Innsbruck...
- Aaandii!!! – Oleczka stała na łóżku i darła się na cały dom.
- Coo... – Koffix wszedł do pokoju i zdębiał na widok małej istotki sikającej na fotel. – O Boże! Znowu??!!
- Tak! Twój pies pragnie wyjść na spacer! (i to on sikał, a nie ona :P)
- Florek! Idziemy na spacer!! – rzekł Andreas.
- On ma na imię Filip!
- Oj, nie o to mi chodzi! Lidl! Yyee... Liegl!! Chodź!! – ryknął Koffi do kolegi.
- Nie. – krótka odpowiedź z sąsiedniego pokoju.
- Florian chodź tu! – Andi starał się być stanowczy.
- Boże... Nie możesz iść sam??
- Filipek! Florianek! Wychodzimy!
- Przecież cię nie pobiją!
- Pobiją! Ja nie chcę saaaam!!
- Lepiej zechcij. - Liegl wstał ze stołu (bo tylko na nim mógł normalnie siedzieć) ukazując swą wyższość nad ogółem przyrody ożywionej i tej nieożywionej.
Dużo to nie dało. Pies szczekał, Andreas wył i Florek musiał się zgodzić na siódme tego dnia wyprowadzenie kolegi na spacerek.
moda na skoki
skomentuj (19)


Żeby nie było niedomówień:
Alex pisze o tych co zna osobiście: Åsa, Aschley, Ewolinda, Piru, Dominica i Oleczka.
a Andi i Roxana o reszcie.
No to teraz wiecie do kogo mieć pretensje :D

Co najmniej do sierpnia jesteście zdani na łaskę i niełaskę Andiego i Alex, ponieważ Roxi wyjechała z chłopakiem do pracy do Anglii na rok (albo dłużej...). A Alex zaraz pisze matury, więc też nie wiadomo jak to będzie...
Uprzejmie informuje się, iż jeśli persony figurujące w spisie bohaterów nie komentują (czyt. nie czytają) oposu, nie wystąpią do wtedy, kiedy się nie poprawią, lub zostaną usunięci jeśli uznamy, że stracili zainteresowanie występem.
Lars, Sven, Sigurd, Morgi, Florek i Nicole właśnie zostali singlami w wyniku śmierci partnerów...
Dziękujemy za uwagę
Roxi, Andi i Alex



Występują:

NIEMCY


Georg Späth
Alexandra Späth
Siostra Christine. Żona Alexa – pomocnica w polowej kuchni Svena Hannawalda, siostra Ilony i Andreasa Küttelów, zagorzała fanka skoków, jeździ z Aho na drugsterach, jest instruktorką fitness i kilkakrotną championką Western & Rodeo.


Sven Hannawald
Podręczny kucharz skoczków, któremu pomaga Alexa. Wszędzie wozi ze sobą kuchenkę polową i składany stolik ogrodowy. Sypia na garnku zamiast poduszki. Wysadził w powietrze kuchnię swojej ex-dziewczyny Zosi. Po jej utracie pociesza go pies Achilles.


Martin Schmitt
Starszy brat to Thorsten. Madd poślubił Izę Bader pod Lidlem (z resztą tak jak Georg Alexę). Iza pracuje w firmie ochroniarskiej LARS, ma młodszego brata Ferdka.


Thorsten Schmitt
Do niedawna kombinator norweski, postawił na skoki narciarskie i od jakiegoś czasu angażuje się w zacięte awantury z Rohweinem, by ten przyjął go do swojej kadry. Jest starszym bratem Maddina - jednej z najjaśniejszych gwiazd skoków. Thorsten jeździ kradzioną Zafirą i utrzymuje rodzinę (głównie z kradzierzy i drobnych rozbojów). Stały bywalec więziennych cel postanawia się jednak zmienić pod wpływem pewnej kobiety...


Nicole Hoffmeyer
Fizjoterapeutka niemieckich skoczków. W krytycznych momentach pomaga jej Alex. Nicole miała chłopaka Adama, z którym czasem urywała się z pracy, zostawiając Alex samą z całą bandą napalonych Niemców. Obecnie jest wolna ale dzieciata.


Maja
Była masażystka Niemców ze szczególnym uwielbieniem Martina Schmitta, który bez jej zgody pojął za żonę jakąś Izę...


Ania
Była żonata z Janem Erikiem, ale ponieważ był psychicznie chory, musiała działać w obronie własnej i go zabiła. Jego rodzina do dziś myśli, że jest on w Australii . Od chwili morderstwa nikt nie zna jej prawdziwego imienia. znana jest pod pseudo Skierka. Przeniosła się do Niemiec gdzie jest dziennikarką stacji ARD. Również tam poznała pewnego Niemca...


Michael Neumayer
Wspólnik Thorstena Schmitta. Rok temu skończył z handlem żywym towarem i wziął sie wreszcie pożądnie zaskakanie. Marzy o wielkiej miłości, ale z jego przeszłością... Przez jakiś czas utrzymywał bliskie stosunki z siostrą Schmittów. Rzucił ją jednak, gdy wyszły na jaw jej romanse.


Ewolinda
Po nieudanym na szczęście zamachu na jej osobę uciekła do Niemiec. Została przygarnięta przez rodzinkę Schmittów i po zmianie nazwiska jest przybraną siostrą Maddina i Thorstena. Dzięki dobrym kontaktom ze Skierką została niedawno wkręcona do ARD. Właśnie wróciła z dwumiesięcznego wypadu do Indii, gdzie amatorską kamerką kręciła film dokumentalny o życiu słoni...


Stephan Hocke
Bliski kumpel Späth'ów. Opiekuje się Alexą, gdy Georga nie ma w pobliżu. Już nie raz zdarzyło im się zapomnieć i zachować niestosownie... Biedny, niczego nieświadomy Georg...

Jörg Ritzerfeld
Ex-narzeczony i obecny chłopak Ewy Schmitt. Dla niego porzuciła kochającego Neumiego i zakończyła burzliwy romans z Ballackiem sądząc, że to dobry wybór. Może miała rację. Jörg jest fanem South Parku, co Ewa stara mu się wybić z głowy. Bezskutecznie – Professor nadal co wieczór z Maxim siedzi przed TV pochłonięty serialem.


NORWEGOWIE


Bjørn Einar Romøren
Ma dziewczynę Roxanę – operatorkę sprzętu nagrywającego obraz i dźwięk podczas konkursów. Posiada też niezrównoważonego brata Jana – Erika (zesłanego do Australii). Nosi nakładki na zęby i przypomina wyglądem świnię.


Lars Bystøl
Pomimo iż miał przy sobie Madzię (córkę pielęgniarza Bartosza Hellera) ciągle wzdychał do zajętej już Alexandry Späth. Madzi z nami już nie ma, a on robi to nadal...


Sigurd Pettersen
Chodził z Martą, która była w ciąży z kuzynem Koflerem. Szczęśliwie poroniła podczas bitwy na śnieżki. Marta zginęła w katastrofie lotniczej, gdy leciała na Dominikanę.


Roar Ljøkelsoy
Nie ma stałej partnerki, ale ma dbającą matkę, która zawsze wyśle za nim paczkę ciepłych majtów i zimowe kalesony. Niedawno zginęła mu siostra.


Daniel Forfang
Siostrunia Zuzia. Forf miał na oku Oleczkę Kofler, która właśnie zaczęła chodzić z Koffim.



SUISSTAKI


Guido Landert
Åsa Kojonkoska
Ma zaszczyt posiadania rodzeństwa w postaci 2 lata starszego brata Ueli, który jeździ z nim na wszystkie konkursy przyczepą z gorącymi napojami. Guido ma dziewczynę Åsę Kojonkoską – córkę dwóch pedałów (B. Chruścickiego i M. Kojonkoskiego), która próbuje rzucić picie.


Michael Möllinger
Agata Piru
Szwajcar niemieckiego pochodzenia. Ma Agatę Piru. Piekielnie zazdrosny człek. Zrobi dosłownie wszystko dla swojej ukochanej.


Andreas Küttel
Siostry: Alexandra i Ilona. Dziewczyna: Justynka (exGoldiego).


Simon Ammann
Kocha Sajonarę. Ona jego tez pomimo, że mało jej nie przejechał swoim trabantem.


Julia
Świerzoupieczona fizjoterapeutka w szwajcarskim team'ie. Siostra Marco Steinauer'a.



Rémi Français
Dominica fettner
Jeszcze niezbyt rozpoznawalna wschodząca gwiazda szwajcarskich skoków. Chodzi ze swoją jedyną fanką Dominicą Fettner. Dominica jest z pochodzenia Austriaczką, ale wyemigrowała do Suisselandu w pogoni za chlebem. Jako jedyna podeszła do Remiego po konkursie prosząc o grafa - chłopak od razu wiedział, że to jest to :D


Berni Schödler
Jest abstynentem i wymaga tego również od podopiecznych, którzy go nie słuchają, a Żido jest tego najlepszym przykładem. Berni nie ma nikogo, a przy życiu utrzymuje go tylko wspomnienie swojej byłej...


FINY


Veli-Matti Lindström
Kocha kobitę o imieniu Kamilaa, o której nie wiele wiadomo (może się niedługo sama nam ujawni).


Risto Jussilainen
Rowerowy maniak. Razem z Ville Kantee i Walterem Hofferem tworzą spółkę produkującą rowery marki „JUSSILAINEN”. Dziewczyna Oili nie rozumie jego pasji, ale nadal przy nim trwa.


Akseli Kokkonen
Po brutalnym rzuceniu przez Åsę (która swoją drogą miała powody) zajął się Natalią – polską dziennikarką TVP1. Dziewczyna zaginłęa podczas ostatniego wyjazdu.



AUSTRIAKI


Andreas Goldberger
Zdrajca. Zostawił Justynkę na pastwę Kittusia i uciekł z Owcą (byłą Piontnera). Jest komentatorem na skokach.


Thomas Morgenstern
Starał się rzucić palenie, choć mu to nijak wychodziło. Wspierała go przy tym Neolitka. Teraz nikt tego nie robi, więc pali spokojnie.


Florian Liegl
Były chłopak Elizy – koleżanki ze szkoły Åsy i Karoliny. Eliza była expedientką w sklepie wielobranżowym Alka w Finlandii. Sklep już nie istnieje.


Andreas Kofler
Oleczka Schlierenzauer
Jego była - Karolina pracowała z Elizą na sąsiedniej kasie w supersamie Alka. Andi ma dziewczynę Olę. Coś o Oleczce: 19 lat, brązowe oczki i piórka, studiuje psychologię w Innsbrucku i mieszkają razem. Do niedawna Ola żyła w przekonaniu, że są rodzeństwem.


Wolfgang Loitzl
Aschley Loitzl
Wolo nie posiada chwilowo partnerki, nie ma też sprecyzowanego celu życiowego, ale miejmy nadzieję nie potrwa to długo. Ma za to 21-letnią siostrę Aschley. Jest wysoką brunetką z zielonymi patrzałkami, w których od niedawna zatraca się na śmierć Mannuel Fetner. Studiuje AWF w Einsiedeln, by za kilka lat móc trenować skoczków narciarskich. Wolo powoli wprowadza ją w swój skoczny świat załatwiając jej praktyki w austriackim, szwajcarskim i niemieckim teamie.


Mannuel Fettner
Spec od kanapek. Uczęszcza do gastronomika oraz na praktyki do Svena i Alexandry. Kawałek świata nie przesłonięty przez kanapki wypełnia mu obraz siostry kolegi z drużyny - Aschley Loitzl...


Gregor Schlierenzauer
Brat Oli - dziewczyny Koffiego. Nowy talent wytrzepany z rękawa Pointnera. Księga Zażaleń

**** się wpisz****
**** se looknij ****


^^Autorzy "Mody"^^
Roxana (czyli jo)
Alexa
Andrzej

^^Reklama^^





 Mein Weg-opowiadania by Ewolinda





Linki

->kOnKuReNcJa
Austriacki opos Klaudii
Wywiad
Skierka
Julka
Oleeeczka
NorgeGirl
"Makaron Norweski"


PrZeSkOcZoNe

2007
wrzesień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
wrzesień
maj
kwiecień
marzec
luty
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień





foto by Chucku
pomysł by Chucku
szablon by Chucku