28 długowyczekiwany, ale cóż... ważne, że w końcu jest :P
Karawana zsiadła z wielbłądów i szła piechotą, żeby zwierzaczki mogły odpocząć.
- Studniaaaa!!! – sapnął Matti i rzucił się pędem w kierunku obiektu.
Wszyscy siedli oparci o studnię, a wielbłądy piły z koryta...
- Wujku!! – pisnął mały Mico.
- Nie teraz....
- Ale wujku!
- Powiedziałem! Poczekaj chwilę...
- Ale wujku Juho! Masz skorpiona na ramieniu! – nie wytrzymał maluch.
Juha-Matti zerwał się na równe nogi i odstawił dziki taniec usiłując zrzucić z siebie potwora. Arabowie mijający ich patrzyli na niego dziwnie i chyba wzięli go za jakiegoś początkującego szamana, bo jeden podszedł i poprosił go, by ten wyleczył gościa wiezionego na osiołku... Juha poskakał jeszcze trochę, gdyż koledzy utwierdzali go w przekonaniu, że skorpion nadal trzyma się jego pleców. Beduini odjechali, a Juha padł z wyczerpania na piachu.
Po jakichś dwóch godzinach wędrówki...
- Myślicie, że Staś i Nel tędy szli? – spytał Ruuskanen z nadzieją w głosie.
- Nie. – odpowiedział zirytowany Janne Ahonen.
- A kto to Staś i Nel? – zaciekawił się Mico.
- Nie wiesz? – Juha zadziwił się nie na żarty. – Ja ci zaraz opowiem!
I zaczął wywody. Opowiedział chyba całą książkę, gdy nagle Matti wydarł się dla jaj pokazując ślady jakichś tubylców.
- Juha! Ślady Stasia! A te to pewnie Nel!!! – wskazał mniejsze.
- Ooooo!!! – Juha-Matti spadł z wielbłąda i rzucił się na ślady jakby miały jakiekolwiek znaczenie, nawet gdyby były prawdziwe... – Czyli idziemy w dobrym kierunku!! Za mną!! – Juha skoczył na grzbiet zwierzaka i pognał przed siebie.
- Jezzuuu... – skomentowała to Oili. Wczepiła się rękami i twarzą w pierwszy garb stworzenia i ruszyła pędem za cwałującym Juhą....
***
Kilka dni później, gdy wszyscy (oprócz Finów) byli już na zgrupowaniach kadr...
- Mein Gott!! Was ist das? – mruknęła do siebie Ewolinda kręcąc się po jakichś ciemnych zaułkach Willingen-Schwenningen. W oddali zamajaczył jakiś cień. – O Scheiße... – Ewa zaczęła pruć w przeciwną stronę. Cień pobiegł za nią. Dziewczyna z rykiem wpadła w ramiona jakiegoś faceta..
- Ewa! Co ty tu wyprawiasz do stu piorunów?!
- Maddin?! – spojrzała na brata - Bo... Bbo ja...
- Nie ważne. Choć do domu. Neumayer?! – rozpoznał w cieniu kolegę z drużyny.
- O! Schmitt! – chłopak wygramolił się zza kubła na śmieci.
- Michael, myślałem, że skończyłeś już z handlem żywym towarem!
- Niby tak... Odruch mam... – Misiel lampił się na dziewczynę z wzajemnością.
- Maddin, chodźmy stąd... Nie podoba mi się ta melina...
- Melina? – Martin nie znał jeszcze niektórych podstawowych wyrażonek języka polskiego.
- Die Unterschlupf.
- Unterschlupf?! Keine przesade! Ja tu mieszkam! – Oburzył się Michi.
Ewa rozwarła szczęki, by coś rzec.
- Yyee... Michael, to moja przyrodnia siostra... Ewa, poznajcie się. Ewa, Michael, Michael, Ewa, Ewa, Michael... – Madd starał się jakoś rozładować atmosferę.
- To jest bez sensu!! – Thorsten rzucił talią kart przez okno, gdy po raz ósmy z rzędu przegrał ze Skierką w remika.
- Nie denerwuj się, kotku... Meine liebe Filzlaus! – Ania przytuliła starszego Schmitta.
- Filzlaus?! Filzlaus??!! – Thors z dzikim rechotem rzucił się na dziewczynę i zaczęli walczyć zabawowo (łaskotać się). Do domu weszła reszta Schmittów (Madd i Ewa) + Neumayer.
- Ee... Aa... A te karty to tam mają tak leżeć?
- A mogą... I tak...
- KRADZIONE! – powiedzieli wszyscy jednocześnie.
***
A w Einsiedeln..
- Jasny gwint... – banda Szwajcarów zatrzymała się w pół kroku na widok rozgniewanego Berniego.
- Ale szefuniu! To nie tak!! – Andi zaczął się mazać.
- Szczaty-taty!! – ryknął Schödler. Tylko to wyrażenie przychodziło mu teraz do głowy.
- Nie klnij! – skarciła trenera Julka.
- Będę klął jak mi się kurna podoba! Verdammt viel! No dalej karły nędzne!! – wrzeszczał Berni na swoich podopiecznych – Migiem do hotelu, przebierać się i na stadion!! I zapomnijcie o obiadokolacji!!
- Ja wiedziałem, że tak będzie!! Po co żeśmy uciekali... A mówiłem nie uciekać... – Guido kwiląc wziął pod rękę Möllingera i skierowali się do hotelu. Szli przez chwilę w ciszy pochlipując, gdy nagle...
- No RAZ!!! RAZ!!! RAZ!!! RAZ!!! Ruchy dziewuchy!!! – Berni rozdarł się im za plecami – RAZ! DWA! RAZ! DWA! Raaaa.... – na chwilę przestał, bo...
- Szefciu... Co się stało? – siostra Andiego Küttela podeszła do Berniego.
- Iiiiii!!!! – Schödler zaskwierczał jak smażona kiełbaska, gdyż miał słabość do tych maślanych oczu. była to jego ex-dziewczyna. Niedawno w gazetach ukazało się ich wspólne foto na którym wyszli jak dobre małżeństwo...

Schödler się zawiesił. Chwilowo nic do niego nie docierało, bo gapił się w brązowe refleksy jej ciemnych gał. Widząc to, odwróciła się do teamu.
- CHODU chłopaki!!! – zawyła. Suisstaki rzuciły się w popłochu do ucieczki w jedna stronę, a Alex w drugą. Berni nie wiedział czy ma łapać skoczków, czy dziewczynę. Gdy do niego dotarło, że jest ona już mężatką, pobiegł za chłopakami.
***
A teraz Innsbruck...
- Aaandii!!! – Oleczka stała na łóżku i darła się na cały dom.
- Coo... – Koffix wszedł do pokoju i zdębiał na widok małej istotki sikającej na fotel. – O Boże! Znowu??!!
- Tak! Twój pies pragnie wyjść na spacer! (i to on sikał, a nie ona :P)
- Florek! Idziemy na spacer!! – rzekł Andreas.
- On ma na imię Filip!
- Oj, nie o to mi chodzi! Lidl! Yyee... Liegl!! Chodź!! – ryknął Koffi do kolegi.
- Nie. – krótka odpowiedź z sąsiedniego pokoju.
- Florian chodź tu! – Andi starał się być stanowczy.
- Boże... Nie możesz iść sam??
- Filipek! Florianek! Wychodzimy!
- Przecież cię nie pobiją!
- Pobiją! Ja nie chcę saaaam!!
- Lepiej zechcij. - Liegl wstał ze stołu (bo tylko na nim mógł normalnie siedzieć) ukazując swą wyższość nad ogółem przyrody ożywionej i tej nieożywionej.
Dużo to nie dało. Pies szczekał, Andreas wył i Florek musiał się zgodzić na siódme tego dnia wyprowadzenie kolegi na spacerek.
moda na skoki
skomentuj (19)