30
- Od kiedy wiedziałeś? – Ola łaziła z bratem po innsbruckim parku.
- Dowiedziałem się 3 tygodnie temu. Kiedy okazało się, że mam zupełnie inne geny niż rodzice... – tłumaczył się Gregor.
- Ale wiesz co... Nie wyglądamy chyba jak bliźniaki.... – zaczęła się śmiać Oleczka.
- No, w sumie bardziej pasowałaś do Koffiego.
- Też tak myślę.
- Co teraz zrobicie?
- Pff... A co mamy robić, jesteśmy parą :P
- Czyli nie zamieszkamy razem?
- Yyeee... A miałeś na to nadzieję?
- Szczerze mówiąc... to raczej nie.
- To OK, bo on właśnie nie chce mnie oddać.
W oddali zamigotał im plac zabaw... Spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Nie minęła minuta jak rzucali w siebie śnieżkami kryjąc się za zjeżdżalniami i w domku, w którym ukryty był Koffi owej pamiętnej nocy. Kiedy po pół godzinie mieli już serdecznie dość i odstraszyli już wszystkie chcące się pobawić w domku bachory, opuścili plac zabaw i ruszyli przed siebie parkową alejką.

- Kruca, zimą to tu ładnie... – Ola wyciągnęła aparat z kieszeni i już miała zrobić foto alejki z ośnieżonymi drzewami, kiedy aparat nagle wyfrunął jej z ręki, bo...
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!! Uwwaaaag..... Kurde... O! Gregor! Ola! – Mannu zebrał się z ziemi i pomógł wstać kolegom.
- Mądry jesteś??!! Co za zdziczały zwierz w ciebie wstąpił??!!! – Ola zaczęła się drzeć na Fetniaka, jedną ręką masując po podudziu, w które ów jej przyładował, a drugą grzebiąc w śniegu, by wydobyć aparat.
- Żaden zwierz... To jest moja ukryta natura... – otrzepał się z soli i piachu na którym usiadł.
- Gdzie tak pędzisz w ogóle?
- Aaa tak sobie... zobaczyłem kogoś... O kurrrrrr!!!! – ryknął Manuel kiedy włożył ręce do tylnych kieszeni gaci.
- Fuuuuuu!!! Co to jest!!! – Ola zakryła twarz szalikiem.
- Blech... Czekoladki... Vodka Finlandia... Musiały się rozwalić kiedy wygrzmociłem... – Fetti zlizywał czekoladę z rąk, a w powietrzu unosił się słodki zapach Finlandii.... – No nic, zliże się...
- Wiesz, ja nie chcę cię straszyć, ale... No wiesz... – Gregor zaczął się dusić.
- Ale co? – Mannu wygrzebywał zębami spod paznokci kawałki czekolady.
- Hmm... Te z gaci też musisz zlizać... Chyba nie chcesz tak wracać!
- Cooooo??! – Fetti odgiął łebek do tyłu i zaczął się kręcić w kółko chcąc obejrzeć swój ufajdany Finlandią zadek.
- Właśnie to...
- Czeeść!! – ryknęła Aschley za plecami towarzystwa. – Fuuuuuu!! Mannuuu!!! Musiałeś??!!
- Cześć... Przepraszam... Nie chciałem... – schował speszony ręce za plecy.
- Masz. Tym lepiej zejdzie. – podała mu garść śniegu.
- Dzięki. – Fettnerowi zrobiło się gorąco kiedy Asch musnęła go palcem.
- Em... To my już pójdziemy chyba... Mamy jeszcze tyle spraw do obgadania, no nie? – Ola szturchnęła łokciem Schlieri’ego w żebra. I odeszli gadając o Bóg jeden wie czym.
- Eee... Co tu robisz w ogóle? Miałeś być w hotelu.
- Do sklepu poszedłem. Masło się skończyło :P
- Z tego co widzę to chyba nutellę kupiłeś... – zaczęła brechtać.
Mannu spalił cegłę.
- Mm... Może gdzieś pójdziemy... – zaproponował w końcu.
- Chętnie :D Ale najpierw idziemy do hotelu cię przebrać! – zarządziła Loitzlówna, złapała Fettnera za rękę i pociągnęła... – Yyhh... – puściła go z odrazą.
- Czekaj, gdzieś tu miałem chusteczkę... O, jest. – Manuel wyciągnął z tylnej kieszeni upaćkaną chustkę.
- Wiesz... Dzięki, ale nie trzeba... Poradzę sobie... – wyczyściła łapę w przydrożnej zaspie i poszli dalej.
Gadając w najlepsze wbiegli w drzwi do hotelu... I to dosłownie...
- Heeej!!! Czego??!! – ryknęła jakaś dziewczyna o dwóch ciemno-rudych warkoczach, która oberwała drzwiami z pancernego szkła.
- Tyy??!! Co ty tu robisz??!! – Manuel wywalił gały ze zdziwienia.
- Przyjechałam do ciebie! A co? Już nie wolno?!
- Mannu... Czy to jest twoja dziewczyna? Może nas przedstawisz?
- A tak, właśnie. Aschley Loitzl, Dominica Fettner. Moja sister znaczy. Domina, a gdzie twój Remik?
- Chwilowy kryzys... Został w Szwajcarii. O, dziękuję. – odebrała klucz od recepcjonistki i poszła na górę.
- Ej! Bagaż! – wrzasnął Fetniak.
Dominica obróciła się na pięcie i spojrzała groźnie na starszego brata.
- No OK... – ledwo podniósł walizę i z trudem wtachał ją na trzecie piętro.
- No co jess... – Doma szarpała się właśnie z drzwiami. W akcie desperacji wzięła je z bara i dopiero wtedy się otwarły. – Jezu, nareszcie!! – Fettner rzuciła się na łóżko. Chwilę później na podłogę spadły kurtka, szalik, bananowy polar i na samą górę dwa ciężkie, lekko zabłocone glany.
Mannu wpadł do pokoju ciągnięty przez niebywale ciężką torbę.
- Co ci się z butem stało? – wziął jednego glana do ręki, babrając go przy okazji czekoladą. Nie będę wspominać jak wyglądała rączka walizki...
- A nic... W pociągu trzymałam nogę na grzejniku i się podeszwa trochę podtopiła... (Digsu, pamiętasz? :P) Kupi się nowe, te i tak były już do wyrzucenia... No teraz na pewno są... – stwierdziła, gdy zobaczyła jak brat wkłada rękę całą z czekolady do środka, by poprawić wkładkę...
- Ee... To ty na pewno jesteś zmęczona po podróży... Prześpij się, a my idziemy coś zjeść. – rzekł Mannu i wyszli.
- Ale ręce umyj!! I tyłek... – krzyknęła Digs do zamykających się drzwi.
Pół godziny później, Aschley i Manuel mknęli zatłoczonymi ulicami Innsbrucka do baru mlecznego, by skonsumować wreszcie jakieś śniadanie.
- Co bierzemy? Zupki mleczne? – spytała Asch.
- Taa... Muszę trzymać linię.
- To dwie zupy mleczne prosimy! – rzekła uroczyście do kelnera.
- A życzą sobie państwo jakiś chlebek?
- Z masełkiem?? – podniecił się Fetti.
- Natürlich!
- Taak!!! – ucieszył się.
- Dwie zupy mleczne i chleb z masłem... Za 5 minut przyniosę. – Kelner oddalił się.
Loitzl dusiła się patrząc na podjaranego Manuela wyczekującego z utęsknieniem na ten chleb z masłem... Kiedy wreszcie śniadanie przyszło...
- Cooo??!! Co to ma być??!! – wrzasnął Fetti.
- Wasze zamówienie... Zupy mleczne i chleb z masłem... – zdziwił się kelner.
- Too??!! TO nazywa pan chlebem z masłem??!! Czy wy umiecie chleb smarować??!!
Asch szarpała kolegę dyskretnie, by ten się wreszcie uspokoił i nie zwracał na nich takiej uwagi. Fetniak w przypływie euforii nawet tego nie zauważył. W efekcie obaj zostali wyrzuceni za zakłócanie spokoju, kiedy Manuel starał się wedrzeć na kuchnię i pokazać kucharzowi jak smaruje się kromki...
- Dlaczego nikt nie pozwala mi się spełniać kulinarnie... – Mannu wył odprowadzając Aschley do pokoju.
- Nie no nie martw się... Zapytaj kiedyś Alex i Svena,. to może będziesz mógł im pomagać w kuchni. – pogłaskała Mannu po głowie.
Przytulili się i Asch weszła do swojego pokoju, zostawiając Fettiego na korytarzu.
***
Tymczasem w Niemczech...
Ewa i Neumi pętali się po ulicach oglądając sklepowe wystawy. W zasadzie to Michael się pętał, bo Ewolinda biegała od jeden wystawy do drugiej pełna entuzjazmu. Ciągnęło się to od jakichś dwóch godzin i Neumayer był już padnięty. Ledwo kojarzył gdzie stawiał nogi... Kilka razy spadł z krawężnika...
- Mein Gott!! Co to ma być??!! Wszystko różowe!!! Jezzuss... No popatrz tylko!!
- Acha... Widzę... – Neumi gapił się w przeciwną stronę.
- Makabra... Przecież muszę coś znaleźć... Wyobrażasz sobie mnie w TYM??!! Wyglądałabym jak... jak dziwka jakaś...
- Tak kochanie... Wyglądałabyś wspaniale... – rzekł nieprzytomny Misiel.
- Co?? – Ewa złapała go gdy ten słaniał się na nogach i desperacko próbował uczepić się rynny. – Dobrze się czujesz? – zatroskała się.
- Nie no oczywiście! – z marnym skutkiem udawał ożywienie. – Świetnie się czuję, tylko jakoś mi słaaboo... – wypadł jej z rąk i oparł się o ścianę.
- Rany... Chłopy... – jęknęła. – Niby tacy twardzi a jak przychodzi co do czego to pierwsi miękną... No nic. Idziemy do domu!
Neumayer otwarł jedno oko.
- Ale najpierw kupimy ci jakiego Red Bulla.
- Niee! Morgenstern!!! Nie chce!
- No to co chcesz?
- Piłem kiedyś takie doobre Dark Dogiii... Mocnego kopa dawały :P
- Jesteśmy w Niemczech, nie w Finlandii...
- Niee? No to R20... Albo Tigera....
Doczłapali do spożywczaka, gdzie na drzwiach wisiał wieelki plakat Ballacka i Podolskiego....
- Myślisz o tym co ja? – spytała Ewa wręczając chłopakowi puszkę.
- Mhm :D Kiedy jedziemy? – Michael dziko się uśmiechnął.
- Za dwa dni! Do Dortmundu blisko :D
- Czy żona Späth’a czasem nie jest fanką Prinz Poldiego?
- Właśnie! Alex! – Ewa przypomniała sobie o koleżance. Już raz były razem na meczu. – Dzwonię do niej!
Za dwa dni Neumi, Ewa i Alex spotkali się przed hotelem.
- Ty sama? A gdzie Georg?
- Został na treningach.
- I tak cię puścił??!! – zdziwiła się Ewolinda. – Jak on się z tym pogodził?
- Nie pogodził :D Powiedziałam, że jadę i koniec!
Złapali bagaże i ruszyli na lotnisko. Usłyszeli jakiś stłumiony ryk od strony hotelu. Georg wisiał w oknie i coś wykrzykiwał. Alex mu pomachała i zniknęli za zakrętem.
Godzinę później rozwalali się na siedzeniach w samolocie do Dortmundu głupawo się szczerząc na samą myśl o meczu niemieckiej reprezentacji, który ujrzą na żywo... Początkowo Neumi siedział między dziewczynami, ale nie mógł znieść ich trajkotania o Ballacku i Poldim, przerywanego jakimś nawiedzonym piskiem, więc zamienił się z Ewą i przez resztę czasu gapił się przez okno. Wysiedli z aeroplanu, złapali ostatnią taxówkę i odjechali do hotelu, gdzie wynajęli pokój na tę noc. Rzucili pod ścianę bagaże i pobiegli na stadion. Właśnie zaczęli wpuszczać kibiców.
- Em... czy my mamy w ogóle bilety?? – Alex nagle oprzytomniała.
Ewa i Michi spojrzeli po sobie, po czym Neumi z rykiem naparł na tłum ludzi przed nimi. Kibole rzucili się na hura w stronę kontroli biletów, taranując wszystko i wszystkich.
- No tak... – Lex poprawiła czapkę i usiedli na pierwszych z brzegu wolnych miejscach, a następnie przeprowadzili inteligentną konwersację z kimś kto te miejsca zarezerwował. Nojmi dość brutalnie wmówił osobie, że te miejsca są już zajęte i ma sobie poszukać jakichś innych.
- Acha, a z kim gramy? – Späth zadała kolejne pytanie.
- A nie mówiłam ci??
- No raczej nie.
- Aaa.. No gramy z... No... z... Neumi! Z kim my gramy?!
- Z... Nie pamiętam...
- No nic, poczekamy jak wniosą flagi....
Po jakimś czasie wyszło na jaw, że z Portugalią. Ryki dziewczyn nie miały końca. Nabluzgały na Ronaldo za wszystkie czasy i doszczętnie zdarły gardziele przy pieśniach Xaviera Naidoo, Jürgen & Libero5 i Olivera Pochera. Przy wyjściu banda załapała się na foty ze swoimi idolami.
- Danke. – zachrypiała Alex odchodząc po zdjęciu z Lehmannem, co go bardzo rozbawiło. Ku jej dzikiej, nieopanowanej radości tak samo zareagował Prinz Poldi. Pogadała chwilę z nim i poszła szukać koleżanki, a on Ballacka. Znaleźli ich, kiedy Ewa zachrypłym głosem usiłowała mu coś wytłumaczyć, a on zwijał się ze śmiechu. Pożegnały się z chłopakami, zgarnęły Neumiego, który nie mógł sobie odpuścić i wymusił na laskach foto z Odonkorem. Szczęśliwa banda runęła do hotelu wyśpiewując wszelkie znane im pieśni.
Wir salutieren vor Kapitän, Michael Ballack
Du hast trotz deiner Schmerzen krass geballert
Hast hart gekämpft, den Elfer reingeschossen
Als ich deine Tränen sah, sind auch meine geflossen
Vorname Lukas, Spitzname Poldi
Glaub mir, Lukas, wir hatten voll die geile Zeit dir zuzusehen
Kämpfe tapfer, gib uns die Chance weiter auf deine Tore durchzudrehen
schwarz und weiß
wir stehen auf eurer seite
und wir holn den sieg mit euch
und wir holn den sieg mit euch
jetzt geht’s los!
Ewa, Michael i Alexandra poszli do hotelu sie chwilę przespać,a rano czekał ich lot powrotny na treningi skoków narciarskich...
______________________________________
Eech... Soryy, ze tak długo, ale Roxana nie miała czasu i ja się za to wzięłam dzisiaj... Przepraszamy :D
moda na skoki
skomentuj (21)