31 (pisana przez Chucka i Andrzeja)
Około południa rozległ się potworny łomot na korytarzu hotelowym. Rohwein wyjrzał przez drzwi odziany w jakieś niepoważne zielone gaciochy.
- Michael!!!! – wrzasnął na widok podopiecznego leżącego na walizce. – Co ty... ty... – schował się za drzwiami onieśmielony wybuchem śmiechu dziewczyn (Alex i Ewy). – Gdzieś ty był!!! Popieściło cię??!! Treningi opuszczasz, my się o ciebie martwimy... – Herr Scheiße machał palcem zza drzwi co wprawiło ogół towarzystwa w jeszcze lepszy humor.
Po chwili zjawił się koło nich Georg po odbiór towaru jakim była jego żona podjarana nadal po tym, jak Lukas Podolski objął ją do zdjęcia... I Ballack... I Lehmann... Słabo jej się robiło ze szczęścia i Schorsch musiał ją zanieść do pokoju.
- Co? – spytała dziewczyna układana na łóżku, kiedy zauwazyła, że mąż się na nią dziwnie patrzy z przekręconą głową jak piesek...
- Chyba go zaczyna być widać. – gapił się nadal.
- Noo :D Nasze :D – uśmiechnęła się i przytuliła Georga. – Ej! Zaraz!! Skąd wiesz, że to będzie chłopiec??
- Po prostu wiem. Co się może urodzić takiemu facetowi jak ja coo?? Oczywiście wspaniały, zdrowy chłopak!! Gdybyś się zgodziła na te badania co Heller...
- Nie!! Nie chcę wiedzieć!!! To będzie niespodzianka...
- A może bliźniaki??! Albo trojaczki... Nazwalibyście je Michael, Sven i Martin... Taką skoczną rodzinkę byście założyli. – do pokoju wlazł Uhrmann.
- Taak, i jeszcze Stephan, Reinhard, Peter, Thorsten, Alexander, Jens, Maximilian i Jörg! Założymy drugi FC Oberstdorf! – Lex wystraszyła się perspektywą rodzenia jedenastki bachorów jeden za drugim...
- Heej! Zjeżdżaj!! Straszysz ją!! I szkodzisz dziecku! – Georg złapał Misiela i wyprowadził go z pokoju.
***
- Odwal się!! Zostaw noo!! Puszczaj kretynie!! TO-MNIE-BO-LI!!!! Masz!! – Åsa rąbnęła Üliego z pięści w żebra i zaczęła z wrzaskiem przemierzać podjazd hotelowy. Przewróciła swojego Żida machając ręką i zatrzymała się dopiero na jakimś wieelkim facecie, od którego się odbiła i zdezorientowana runęła do tyłu na ladę recepcji. Zawiesiła się na niej łokciami i starała złapać równowagę. – Gdzie Guido? – spytała po chwili, kiedy zauwazyła, że napotkaną przeszkodą był trener Berni.
- Tam leży... – wskazał palcem faceta rozwalonego na chodniku.
- Co on wyprawia na miłość boską??!! – zdziwiła się.
- Sama go przewróciłaś... – rzekł Schödler i ruszył z Andim i Möllim w stronę skoczni. – Poszukajcie Simiego i przyjdźcie szybko na trening – rzucił na odchodnym i zniknął.
- Żido! – ryknęła na swojego chłopa.
- Nie piłem!! – zaczął się bronić.
- Co... Niee... Twój brat...
- On na pewno pił. – przytaknął z głupawą pijacką miną Landert.
Kojonka zmierzyła go zabójczym spojrzeniem. – Musisz z nim poważnie pogadać.
- Tak, wiem. Picie zabija. – Guido wytrwale dogadywał z pijackim wyrazem twarzy. – Wiem po sobie...
- Żido!! Z łaski swojej nie przerywaj!! Twój brat ma się ode mnie w tej chwili odwalić!! Zrozumiano??!! – wydzierała się córka Kojonkoskiego i Chruścickiego tak, że parę osób wyjżało przez okna. Poleciała jakaś doniczka z pelargoniami...
- Zrozumiano. – rzekł całkiem trzeźwo Guido.
- No, to teraz idziemy po Simiego... Berni kazał. – złapała chłopaka za kurtkę i postawiła na nogi.
***
Na hotelowej siłowni trwał trening Finów... O ile tak to można nazwać... Axu i Vellu tłukąc się o skakankę rozerwali ją, Aho i Kimmo razem ćwiczyli na orbitreku (Janne stał na jednej, a Yli na drugiej płozie), na rowerku nie dało się jeździć, bo wcześniej Risto wymontował kilka ważnych części na swój własny użytek, bracia Hautamäki robili brzuszki wisząc do góry nogami na rurce pod sufitem, a Risto robił jumping dookoła sali (skakał w kucki trzymając ręce na biodrach). Oili, Kamilaa i Natalia siedziały na parapecie popijając kawkę i tępo przyglądały się temu niedorzecznemu zjawisku. Nagle Oili zaksztusiła się napojem z zaszetki...
- Nikkunen! – syknęła do koleżanek. Te posłusznie wyrzuciły za siebie przez okno styropianowe kubeczki z kawy. Tomi nie pozwala nikomu pić takiego niezdrowego badziewia. Kiedyś wytrącił z ręki kawę Natalii, kiedy ta popijała w czasie wywiadu z nim...
- Gdzie Goldi?? – na salę zajrzała roztrzęsiona pani Owca.
- Nie wiemy. – rzekła Kamilaa. – Co ty tam trzymasz za plecami??
- Eee... hehe... niic – uśmiechnęła się Owca szyderczo i schowała strzykawkę. – Grypa panuje... Trzeba zaszczepić naszych chłopców. – powiedziała i się zmyła.
- Właśnie!! Zapomniałem o szczepieniach!! – zatroskał się Nikkunen.
- Ale my się już zaszczepiliśmy... – rzekł niepewnie chór fińskich skoczków. Wszyscy zachowywali ahoneńskie, spokojne miny, lecz w ich bogatych wnętrzach wrzało ze strachu. Strzykaaawki... Rzecz jasna żaden szczepiony nie był od dziecka.
***
Tymczasem Nicole biegała po korytarzu i łapała Niemców, by ich zaszczepić. Przeżywała przy tym potworne katusze... Dwa razy, po uziemieniu wiercącego się Stephana, przypadkowo zaszczepiła samą siebie...
- Przynajmniej Georga mam z głowy... Alex go sama szczepi... – sapała ścigając Maxiego, który odwracając się, by sprawdzić jak daleko jest zagrożenie rozplaszczył się na drzwiach ewakuacyjnych. Nicole dorwała go i wbiła ostre narzędzie w ramię... – Dobra... jeszcze tylko... Siedmiu... – jęknęła. – Aleeex!! – rozdarła się na fulla.
- Hmm?? - Wołana wyszła na korytarz.
- Pomocy... – stękała Nicole.
- Eech... Kogo teraz? – spytała zrezygnowana.
- Misielów. – N. Hoffmeyer opadła bez sił pod ścianą. – Strzykawki. – podała jej medykamenty.
Alex zajrzała do Neumayerów.
- Ewa, mogę cię prosić?? – podała jej dyskretnie strzykawę i poszła szukać Uhriego.
- Georg zabronił mi się do ciebie zbliżać. Mówi, że zagrażam dziecku! – Uhrmann wbił się w kąt swego pokoju.
- Ale ja ci pozwalam podejść. Chodź no tu. – podeszła do niczego nie spodziewającego się kolegi. – Co ty tu masz?? – zapytała podstępnie.
- Co? Gdziee?? – wykręcił rękę by obejrzeć rzekomo ubabrane miejsce, a Lex wbiła mu igłę i opróżniła strzykawkę do środka jego ręki. Misiel runął zemdlony na łóżko.
- Co tu się smaruje?? – w drzwiach ukazała się Skierka.
- Szczepionki. – palnęła Späth. – A ty się szczepiłaś na grypę??
- Nie...
- No to chodź. Zaszczepię cię za darmo... Na koszt Niemieckiego Związku Narciarskiego!
- Coo?? Nieee!! Ja tylko Thorstena szukałam!!! – Skierka zaczęła zwiewać.
- Thorsten?? Teraz go nie znajdziesz. Pewnie gania po całym terenie hotelu... Nicole chce go zaszczepić.
- Achaa... – Ania uśmiechnęła się głupio. Chyba to sobie wyobraziła.
- A co?
- Eee... Niic... Romans mam do niego...
- Wiedziałam!! Po prostu wiedziałam, że między wami coś skwierczy!! – zakrzyknęła z zadowoleniem Alexandra.
- Mówi się iskrzy :D – uśmiechnęła się nieśmiało dziennikarka ARD i wyszła.
***
Julka i Justynka pętały się po okolicy robiąc zdjęcia szronu na gałązkach, kiedy ich uwagę przykuło jakieś jęknięcie spod fotografowanego krzaka.
- Simon?? – wrzasnęła Justyna.
- Jezu... Nie krzycz... Jak mnie we łbie łupie... Maatko... – Ammann złapał się za czapę i potwornie wykrzywił.
- Co ty do diabiła tu odstawiasz??!! – krzyczała Julia Steinauer. – Ty się po zaspach tarzasz o twoi koledzy ostro trenują na skoczni teraz!! – nie zwracała uwgi na zwijającego się z bólu na ziemi Siemiego.
- Chuchnij no! – Justynka złapała go za rzuchwę i skierowala w swoją stronę. Po chwili miała tego pożałować. Simon Ammann zionął jej prosto w twarz jakimś sikaczem i zrobił nieinteligentną, jak przytało na nietrzeźwego, minę. – Matko... On się porządnie nabzryngolił!! – przestraszyła się.
- Berni nie może go znaleźć! Bierzemy go do hotelu! – zarządziła Julia.
Po jakichś 15 minutach niesienia skoczka na zmianę na barana, dziewczyny dotarły do jego pokoju. Właśnie miały otorzyć drzwi, kiedy usłyszały odgłos ciężkich kroków na schodach.
- Berni... – Justynę zmroziło. Zaczęła przegrzebywać kieszenie Ammanna w poszukiwaniu klucza. Nie mogła znaleźć. Szybko złapały skoczka i wrzuciły go pod ławę na korytarzu. Trener przywitał się grzecznie z dziewczętami i poszedł dalej. Byłoby wszystko dobrze, gdyby Simon nie zaczął zaraz wyśpiewywać o jakiejś piwnicznej izbie...
Berni zatrzymał się. Przeżuł gumę i odwrócił się powoli w stronę śpiewającego stołu. Julia i Justi od razu zaczęły wtórować Simiemu i z marnym skutkiem przekonywać Schödlera, że to przecież one śpiewają. Trener schylił się, pomacał pod ławą i jedną ręką wyciągnął Simona, podniósł go do góry i oparł o scianę. Ammann durnowato się uśmiechając nie rozumiał, że ta druga ręka co w niego celuje, zaraz go trzaśnie w pysk... Na szczęście nie musiało to do niego docierać, bo na korytarzu pojawiło się zbawienie. Alex właśnie biegła z bratem Andreasem do jego pokoju.
- Heej!!! Zostaw go!! – wrzasnęła na widok Berniego mierzącego z pięści w Simiego.
Schödler popatrzył na nią oczami nadal pełnymi miłości i puścił podopiecznego. Ten grzmotnął gdzieś pod fotel.
- Poczekaj tu, zaraz ci to przyniosę. Widzę, że chcecie porozmawiać... – powiedział Andi i się zmył.
- Pozwolisz na chwilę?? – Berni otworzył drzwi swojego pokoju i przepuścił Späth pierwszą.
- Co się stało?? Ja przepraszam, że przeszkodziłam, ale każdy by to zrobił! Chciałeś go uderzyć!! – zaczęła się tłumaczyć.
- Niee... Nie o to chodzi... – wskazał jej ręką miejsce, gdzie może usiąść.
- Więc o co? – zdziwiła się. – Czemu zamknąłeś drzwi?
- Lex... Posłuchaj... – jąkał się szwajcarski trener. – Czy... Czy ty... czasem żałowałaś?? – przewiercał ją ciemnobrązowymi oczami, które kiedyś tak ją urzekały... (Teraz urzekają ją takie same, ale Georga).
- No... Nie wiem... Na początku trochę żałowałam...
- A później?? A teraz?? Ja ciągle żałuję!
- Berni... Ja mam męża... Dziecko w drodze... – zaczęła panikować.
- Słyszysz? Ciągle! Źle ci ze mną było??
- Dobrze, ale...
- Więc o co chodzi??
- Berni, przecież...
- Wzięłabyś rozwód, a dziecko wychowałbym jak swoje! Z czasem zapomniałbym, że to... jego...
- Ale ja nie mogę!! Zrozum! Ja go kocham! Ciebie też kochałam... Ale to się skończyło!! Nie zostawię go... – w oczach kręciły się jej łzy. – Gdyby go nie było... Wróciłabym... – zrozpaczona patrzyła na swojego ex. – Ale jest. Poznaliśmy się, wzięliśmy ślub, spodziewamy się dziecka...
Berni przytakiwał... To nie tak miało się skończyć. Ona miała się zgodzić!
- Musze lecieć. Zaraz mnie zaczną szukać... – Alex wstała.
Schödler odprowadził ją do drzwi. Obróciła się, spojrzała mu w oczy, przytuliła go i wyszła. Na korytarzu czekał na nią Andreas.
- Ty płakałaś?? – spojrzał na nią z ukosa – Oddaję. – podał jej ładowarkę do telefonu.
Alex pokręciła przecząco głową. Złapała ładowarkę i nieprzytomna po tej rozmowie poszła do siebie.
_____________________________
Chuck pisała pierwsze trzy akapity, a o resztę mieć pretensje do mnie - Andrzeja :P
moda na skoki
skomentuj (33)