35



Minęły już 2 tygodnie, a skaki nadal siedziały w Zakopanem. Mięli zamiar zostać tam jak długo tylko się da. Cykl LGP z góry olali. Jedyną przerwą w kilkumiesięcznych wakacjach (od końca marca do połowy listopada) miał być konkurs tu w Zakopcu. Jednogłośnie bowiem stwierdzili, że tego ominąć nie mogą.
***
Na Krupówkach...
- Czy ja mogę dzisiaj w nocy iść do chłopaków? – błagał Remi.
- Po co? – spytała podejrzliwie Dominica.
- Noo... Boo.. Filmy wypożyczyyliii....
- Znaczy Andi wypożyczył?
- Noo... – bąkał Francais.
- Bosh! Co ja z wami mam... No nic. Dobra. Idź. Ale, żeby wam do głowy nie przyszło do MO iść!! Bo jak nie...
- Wiem... Pasy cnoty z elektrowstrząsami od Buły... Nie kończ... Czyli mogę?
- Możesz.
- Dziękuję! – cmoknął ją w polik i pohasał do kolegów.
- Rany... Te chłopy... Przynajmniej nie poszedł z resztą na tą całą wycieczkę. Na pewno się tam schlali przy ognisku... – westchnęła. Pchnęła drzwi do sklepu Rossman i zniknęła między regałami z najdroższymi perfumami, radośnie wachlując się kartą kredytową swojego brata Manuela :D
***
Aschley i Berni biegli Krupówkami na dworzec i udawali, że trenują. Próbowali odnaleźć cały team, który zaginął w drodze powrotnej z wycieczki do Doliny Czarnego Stawu. Prawdopodobnie na widok drogowskazu na Morskie Oko, pognali w tamtym kierunku z nadzieją, że to to MO. Ekipie przewodniczył Roger, dlatego Berni nastawił się na najgorsze. Dobrze wiedział, jak kończy się powierzanie czegokolwiek temu człowiekowi. Skoki zaczęły na nowo gościć w Einsiedeln, gdy rada Miasta doprowadziła do porządku ruinę skoczni i znalazła kogoś innego na miejsce Rogera, który „opiekował” się obiektem. Kilka rozentuzjazmowanych faneczek rzuciło się z piskiem na Schödlera. Mietek jednak dzielnie stawiła im czoło i odparła atak wrzaskunów.
- A tu cię mam! – rozdarł się Bernhard i w galopie wykręcił rękę zataczającej się przed nim istocie.
- Pro-szęęę?! – chłop odwrócił się i czknął szwajcarskiemu trenerowi w twarz.
- Jezu... Mannu... – Berni zakrył usteczka rękami. Od tyłu biedak myślał, że to Guido. Widocznie Landert także na Fettim testował nowe ostrza do maszynki do strzyżenia.
Asch spojrzała z niesmakiem na pijaną bestyję oczami, które wyrażały wszystko. Nie miał już u niej szans i nawet pomimo stanu niższej świadomości, skumał o co chodzi. Wykrzywił pysk w grymasie zdruzgotania i odszedł wybitnie koślawo w stroną bryczki. Czekający w niej równie zalani Morgi, Koffi i Flo, pomogli mu (dosyć nieudolnie) wgramolić się na furę i odjechali do hotelu.
- Gdzie ja miałam oczy – załamała się Loitzl’ówna.
- Pewnie wbite w ziemię :P – Berni nawiązał do jej początków pracy. Wtedy była przerażonym dzieckiem przytakującym co chwila i gibającym się na boki.
- Chyba masz rację. – westchnęła.
Berni spojrzał na nią troskliwym wzrokiem i pobiegli dalej. Dobrze wiedział co ona czuje. Też przeżył niemałe rozczarowanie z Alex. Co najgorsze było to bezpodstawne i gdyby nie ten drugi, wróciłaby... nawet nie zauważył kiedy dobiegli na dworzec. Ocknął się, gdy wywinął orła o otwierające się drzwiczki podjeżdżającej taksówki.
- Trenerze? – Mölli zdziwił się, gdy facet przefrunął obok niego. – Co trener wyrabia? – wysiadł.
- No raczej co WY wyrabiacie! Kaj się szwendaliście??!! – Aschley Loitzl wyręczyła tresera z awantury, by miał czas się zebrać i otrzepać gacie z piachu.
- Okłamali nas!! – zapłakał Żido.
- Ty wiesz, te Polaki to okrutne są... – Andi zaczął wywód – Chcieliśmy iść do Morskiego...
- CO???!! GDZIEE??! – Berni nie wytrzymał i zaczął się wydzierać.
- Zobaczyliśmy drogowskaz „Mokie Oko” i poszliśmy, a tam... normalnie dziura zalana wodą!! Coś nam nie pasowało, ze pod górę ciągle się trza było pchać, ale pomyśleliśmy, że jakiś skrót... – wył Simi bagatelizując rosnący poziom agresji Berniego.
- Wy to jednak sprzedaliście rozum za malibu... – jęknął Schödler.
- W cale nie, Gdyby nie moja błyskotliwość, nikt nie wpadłby na zamówienie taksówki! – rzekł uroczyście i z pretensją w głosie Andreas Küttel.
Schödler i Asch spojrzeli na siebie znacząco, zarządzili powrót do hotelu i ruszyli w stronę Krupówek.
- Czeeść!! – minęła ich para rozwrzeszczanych ludzi i skręciła na dworzec PKS. Był to Neumi i Alexa, którzy postanowili pojechać do Kraka natrzaskać zdjęć. Obaj byli zapaleńcami fotograficznymi i chcieli w końcu zwiedzić miasto. Wsiedli do PKSa i odjechali do dawnej stolicy Polski. Berni pożądliwym wzrokiem odprowadził Alexę. Skrzywił się na wspomnienie histerii jaką przeszedł przy rozstaniu. Otrząsnął się z nieczystych wspomnień dopiero na widok dwóch oblechów w postaci Shreków na głównej ulicy. Pokręcił głową ze zdumieniem, że można uszyć coś tak nieprawdopodobnie szkaradnego. 4 skoczków wlekło się za nim, a na samym końcu Aschley pilnująca żeby żaden z nich się już nie zapodział.
- Gdzie Roger? – Simon zauważył nagle, że od 15 minut truje sam do siebie, bo rozmówca gdzieś przepadł.
Kiedy Asch odprowadzała zgraję do COSu, Berni zawrócił. Znalazł go ucapionego przez jakiegoś żałosnego diabełka. Stał tam ten nieszczęśnik i czekał aż jakiś człowiek dobrej woli go wykupi. W końcu zrobił to trener. Schödler bezpiecznie eskortował przerażonego serwismena do hotelu. jak się okazało, Rogerek wystrachany przez Szreki, ominął je pędem i wpadł prosto w łapy żerującego devila.
***
Åsa szlajała się z Agatą Piru po okolicy robiąc użytek z kart płatniczych Guida i Mölliego. W Rossmannie spotkały Dominicę i Oleczkę, które podejrzliwie czaiły się za regałem.
- Co się czaicie czajniki jedne? – Åsa nie mogła pojąć, po kiego grzyba dziewczyny się tak zachowują.
- Szpiegujemy... – szepnęła Ola i obie wycelowały aparatami w osobników przy półkach z preparatami do włosów.
- Jezus... – Aga tylko tak umiała skomentować to co widzi.
- ... przecież ci mówię!! To wysusza włosy!! Tracą blask i staja się łamliwe!! Nie widziałeś Terjera? Myślisz, ze czemu w chustce chodzi... Weź tamten granatowy!
- Shock Waves? – Jeszcze mi nie odwaliło! Będę wyglądać jak dinozaur! z płetwą grzbietową na głowie!
- Lepszy dinozaur niż ten jeżozwierz, którego hodujesz na czerepie!!!
Nagle coś błysnęło i kłótniarze spojrzeli w stronę źródła błyskawicy.
- By to szlag!! Lampa się włączyła! Choduuu!!! – Oleczka złapała dziewczyny i wyciągnęła ze sklepu. – Ale dokumentacja jest! – pokazała foty, na których Bjørn uczył Evensena doboru żelu do włosów. – Będą świetne foty na stronę! – ucieszyła się.

- Heej! Tak się nie robi!! Kto nam fotę trzasnął!! Jak ja wyglądam w ogóle? – Romi zerknął do lusterka. – Aha, jak zwykle oszałamiająco! O nie... Ty... Ktoś zobaczy to foto i pomyśli, że się kolegujemy... – mierzył z niesmakiem fryz Evensena, a raczej jakąś niezidentyfikowaną substancję zapuszczoną na głowie. – Błagam! Powiedz, że to nie twoje! Że to tylko ten zdechły jeżozwierz zakrywa twoje naturalne, miękkie i nieskazitelnie czyste włosy! A nie... Takie to tylko ja mam... – i zaczął Johana vel. Pioruna szarpać za kudły w nadziei, że to jedynie niegustowna peruka. Teraz wiadomo skąd Evensen ma takie pseudo...
***
Ewolindę i Skierkę zassał maraton filmów babskich w świetlicy COSu. Oglądały właśnie szósty odcinek „Sexu w wielkim mieście” na Comedy Central.
- To nie jest fair... – w drzwiach stanął Ritze i Maxi.
- Właśnie!
- Nie mów „właśnie, bo cię Rohwein jajem trzaśnie!” – opieprzył go Jörg.
Maxi przestraszył się trochę i zmieszał swoim zachowaniem.
- Puszczają 10 odcinków jakichś kobiecistych dyrdymałów, a zapominają, że inny gatunek ludzki jest w potrzebie...
- No dokładnie! – Jörgi podchwycił. – Już dawno powinien South Park lecieć!!
Sposępnieli. To bez wątpienia nie było w porządku.
- Tyy!! Dzisiaj jest wtorek?? – rozdarł się nagle Maxi. Jörg skinął. – Która godzina??!!
Spitz spojrzał na porysowany ekran swojego Siemensa. Widniał tam napis „aby włączyć piźnij o ziemię”, do czego ten od razu się zastosował. – 21:40! – oznajmił, gdy złożył telefon do kupy.
- Czyylii?? – Mechler próbował nakierować kolegę.
- Czyylii... Czyli od 5 minut idą...
- WŁATCY MÓCH!!!! – zawyli i ruszyli szarżą na telewizor.
Ewa i Skierka spojrzały po sobie z niepokojem i wsunęły pilot pod poduszkę fotela. Jörg wziął zakręt w galopie i runął na krzesło. Maxi przeskoczył obunóż oparcie fotela i klapnął zadem obok przerażonej Skierki.
- Ja naprawdę nie wiem gdzie jest pilot!!! – wrzeszczała Ewa łaskotana ze szczególnym okrucieństwem przez Professora i wiła się na sofie.
- Poradzimy sobie bez pilota. Maxi!! Zmień kanał!! Szybko!! – wydarł się Jörg. – Ja ją zatrzymam!! – usiadł Schmitt’ównie na kolanach, po czym bezceremonialnie podłożył nogę Skierce, która chciała dopaść atakującego telewizor Mechlera.
Maxi dopadł telewizor, wyrwał klapkę, prztyknął kilka razy i ustawił TV4.
- Dżendobryyy!!!” – przywitali się z postaciami kreskówki.
- Jak zwykle... – Skierka wstała z ziemi i zmierzyła ich wzrokiem z politowaniem.
- Niedorzeczność... – mruknęła Ewa, wzięła Anię pod rękę i poszły w stronę schodów.
- Czy widzisz to co i ja? – Ania przystanęła zagapiona w żółty napis na ścianie.
- Mhm :D – na twarzy Ewolindy zamigotał uśmiech. Runęły więc schodami w dół, gdzie zlokalizowana była sauna. – Tego nam było trzeba! – zakrzyknęła z zadowoleniem rozwalając się na drewnianej ławeczce.
Nagle rozległ się stłumiony wrzask, drzwi trzasnęły i laski ujrzały przedzierającego się przez opary faceta... Bez ręcznika... Za drzwiami ktoś dosyć donośnie się zaśmiewając zwiewał po schodach na górę i zwoływał kolegów, by jak najszybciej to zobaczyli.
- A ty tu czego? – Skierka obczaiła z niesmakiem jego wątpliwą męskość.
- Ania??!!! – chłopak zmieszał się na widok swojej dziewczyny.
- Thort!!! – Ewa wybuchnęła śmiechem.
Nie dane im było pociągnąć dalej ową miłą pogawędkę, bo obok nich nagle wylądowało kilku zboczeńców chcących zobaczyć obiecywane przez Maddina i Hocka kino. Thorsten Schmitt stał po środku nie wiedząc gdzie się podziać. Ewa tarzała się po ziemi, którą konkretnie upluła brechtając na całego. Skierka stała pod ścianą speszona, zakrywając usta, by nie parsknąć. Maddin, Honk (z przewieszonym przez ramię ręcznikiem Thorta), Hanni, Georg, Uhri, Ritze, Maxi i Christian... jednym słowem cały DSV team oprócz Neumiego stał murem za Schmittem tarasując mu jakąkolwiek drogę ucieczki. Przez otwarte drzwi uciekała para, odsłaniając to i owo... Niezręczna sytuacja panowałaby o wiele dłużej, gdyby nie trzeźwość umysłu Ritzego.
- Zapomnieliśmy o telewizorze!! – rozdarł się, złapał Maxiego za kaptur i wyciągnął na górę.
- To my też już pójdziemy... – Georg wyszedł zbulwersowany z sauny, a za nim reszta.
- Mój ręcznik!! – wrzasnął Thorsten i wybiegł na korytarz za Hockiem.
Dziewczyny parsknęły śmiechem, ubrały się i wyszły na obiad.
moda na skoki
skomentuj (20)


powrót